WIELKI OGARNIACZ ŻYCIA PANI BUKOWEJ

WIELKI OGARNIACZ ŻYCIA PANI BUKOWEJ


Witajcie!

Trochę mnie nie było ale zrobiłam sobie małą "bubę" na palcu. Pech chciał, że padło na palec wskazujący i na dodatek musiałam go zszyć. Ogólnie nie byłoby to takie straszne ale...nie spodziewałam, że zwykły palec może aż tak bardzo boleć. Przez 2 dni nie robiłam nic, z trudem nauczyłam się czesać włosy i myć lewą ręką :) Zalety kontuzji? Odpoczynek od laptopa i telefonu :) Nie wiedziałam, że bateria w mojej komórce, może trzymać aż 3 dni :D

"WIELKI OGARNIACZ ŻYCIA" przeczytałam już jakiś czas temu. Można powiedzieć, że książki pochłonęłam w 3 dni. Pandemia, czas strachu, smutku i przerażenia sprawiły, że musiałam sięgnąć po coś rozweselającego i z przymrużeniem oka. Pani Bukowa to był zdecydowanie dobry wybór :)


Książki napisana jest językiem lekkim, zawiera przeróżne memy i złote rady, których nie powinno się brać na serio. Czytając pierwszą część mamy wrażenie, że tekst jest właśnie o nas. Bukowa opisuje sytuacje życia codziennego wraz z pomysłami jak tego nie robić. Większość jej rad kończy się dobrym winem i cieplutkim kocem. Jak nie iść na basen, jak prawie zejść na zawał u fryzjera, jak pisać pracę dyplomową, jak się spieszyć z niczym i nie zdążyć i dziesiątki innych śmiesznych porad, z którymi spotykamy się każdego dnia. 



W części drugiej jest ich dwoje Pan i Pani Bukowa. Książka pisana jest w dwóch kontekstach. Jak daną sytuację widzą kobiety a jak mężczyźni. Oczywiście będąc w związku odnajdziemy się również w tej lekturze. Opisywane sytuacje są brane z życia codziennego, problemy, radości i smutki. Wszystko napisane jest językiem żartobliwym wywołującym uśmiech na twarzy. Niektóre cytaty z książki warto zapamiętać! ;) Jakie tematy poruszają Pan i Pani Bukowa? M.in. jak się zbłaźnić we francuskiej restauracji, wieczór kawalerski, wieczór panieński oraz 10 sposobów jak zepsuć wspólny wieczór. 


 





Część 3 znacznie różni się od 1 i 2. Ma ona formę pamiętnika. Znajdziemy w niej mnóstwo zagadek i możliwości sprawdzenia własnego siebie. Tę książkę czytało mi się najgorzej. W sumie można powiedzieć, że tylko ją przejrzałam bo nie było w niej za wiele do przeczytania. Chcąc aby wertowanie tej książki miało sens, trzeba po niej pisać i mazać a je nie jestem zwolenniczką bazgrania po utworach literackich. 






WIELKI OGARNIACZ ŻYCIA to książki, które warto przeczytać. Pozwalają zmienić kąt patrzenia na niektóre przyziemne sprawy i czasami wrzucić na luz. Oczywiście wszystkie cenne rady Pani Bukowej należy brać z przymrużeniem oka ale co niektórzy powinny zastosować je w codziennym życiu (mowa tu o sztywniakach bez poczucia humoru). Książki wywołują uśmiech, rozśmieszają i zdecydowanie poprawiają nastrój. Czyta je się lekko i przyjemnie a to wszystko ze względu na prosty język, liczne obrazki, cytaty i humorystyczne historyjki. Na 3 tomie trochę się zawiodłam, liczyłam na coś więcej - nie polecam tej części, szkoda kasy i czasu. Zerknęłam teraz na ceny książek i za jedną zapłacimy ok 20 zł, polecam zajrzeć na OLX - tam dwie możecie dorwać za jedyne 15 zł. Nie warto przepłacać :) Lektury fajnie przeczytać ale nie są to teksty do których wróciłabym drugi raz :)



ZNACIE PANIĄ BUKOWĄ?










Butelki jedno czy wielorazowe?

Butelki jedno czy wielorazowe?



Witajcie!

Jakie jest Twoje podejście do jednorazowych opakowań? Wybierasz szkło czy plastik? Czy to, z czego wykonana jest butelka jest dla Ciebie ważne? Segregujesz śmieci? Mogłabym postawić setki takich pytań. Świat walczy z odpadami i chce być eko ale czy to ma sens? Skoro na sklepowych półkach znajdujemy setki plastikowych butelek. Czy woda przechowywana w tworzywie, przewożona w upał, w nagrzanej ciężarówce nie traci swoich właściwości? Czy woda w takich butelkach to prawdziwa woda? 


Mieszkając na wsi doskonale znam smak prawdziwej źródlanej wody ponieważ na każdym podwórzu, obok domu znajduje się studnia, z której można czerpać wodę. Zimna, czysta i przede wszystkim smakowa. Uwierzcie mi na słowo, nijak ma się do 1.5 L butelki, kupionej w hipermarkecie. Ta woda ma smak! Z kupnych wód zrezygnowałam już bardzo dawno temu. Jeśli jednak chce mi się pić, będąc gdzieś na mieście, kupuję napoje w szklanych butelkach. Zazwyczaj jednak staram się zabierać butelkę, bidon czy też innych pojemnik ze sobą. Wiem wtedy co piję ;)


Uwielbiam grzebać w sieci i kupować nowości, które w jakimś stopniu ułatwiają nam życie. Tak też trafiłam na BUTELKĘ MOP, którą po upłynięciu daty ważności można poddać recyklingowi. Swoim kształtem przypomina mi niegdyś dobrze znaną szklaną butelkę od mleka. Jest odkręcana a do nakrętki przymocowany jest sznurek - dzięki czemu noszenie jej na ręku jest wygodniejsze. Mamy 3 możliwości picia wody bez konserwantów z tego cudeńka. Pierwsza - zwykła czysta przefiltrowana woda, druga - mocujemy butelkę do specjalnego ekspresu i tworzymy bąbelki, dzięki temu mamy wodę gazowaną i trzecia - do wody dodajemy ulubionego soku i mamy wodę smakową. Szybko, smacznie i ekonomicznie ;)


Odkąd weszłam w posiadanie tej butelki, zabieram ją z sobą wszędzie: na spacer do lasu, podczas biegania lub też na krótkie wycieczki, czasami nawet mój młody podkrada ją do szkoły. Jest mała, poręczna i najważniejsze NIWELUJE TONY NIEPOTRZEBNEGO PLASTIKU. Cena? Aktualnie występuje w promocji i kosztuj ok 40 zł. Gdybyście chcieli dowiedzieć się czegoś więcej lub kupić butelkę wraz z ekspresem, poniżej zostawiam link. 





PODSUMOWANIE: LIPIEC - SIERPIEŃ 2020

PODSUMOWANIE: LIPIEC - SIERPIEŃ 2020


Witajcie!

Czas ucieka w mgnieniu oka....Dzieje się to zdecydowanie za szybko :( Lato upłynęło jak pstryknięcie palca. Mam wrażenie, że przed chwilą się zaczęło a już za kilka dni pożegnamy się z nim na dobre. Jedyna nadzieja? To, że słońce zostanie z nami jak najdłużej. Jestem ciepłolubna i nie przepadam za zimą :) a Wy? Dzisiaj zapraszam na podsumowanie mojego wakacyjnego zużycia kosmetycznego. 


H&S | Szampon do włosów - niezbyt dobry skład i fakt, że jest bardzo mocny to jego jedyne wady. Do plusów zaliczę porządne oczyszczanie, przedłużanie świeżości i odbicie czupryny od nasady. Do codziennego stosowania odradzam ale raz na jakiś czas TAK.

BATISTE | Suchy szampon - widząc go w każdym moim denku możecie pomyśleć, że nie myję włosów :D Wyprowadzę Was z błędu i robię to codziennie lub co 2 dzień :) Suche szampony unoszą moją klapniętą czuprynę (posiadaczki cienkich włosów wiedzą o czym mówię), odbijają włosy od nasady oraz delikatnie rozjaśniają mój odrost - podoba mi się to.

ISANA | Suchy szampon - kiedyś był dla mnie najlepszy. Ostatnio, ze względu na cenę postanowiłam ponownie go wypróbować i NIE. Batiste nie ma sobie równych. 



TAFT | Lakier do włosów - to mój stały bywalec denek, chociaż za każdym razem powtarzam, że zamienię go na inny model to i tak podczas wizyty w drogerii ląduje w moim koszyku. Dlaczego? Sami odpowiedzcie sobie na to pytanie, ja nie wiem :D

TRESEMME | Szampon tonujący - trzeba liczyć się z tym, że w przypadku używania tonującego szamponu włosy będą szorstkie, sztywne i na pewno będą się plątały. Odżywka obowiązkowo. Do stosowania raz na 1-2 tygodnie w zależności od częstotliwości mycia włosów. Czy niweluje żółć? Myślę, że w jakimś stopniu tak - duży wpływ na to ma częstość użytkowania i struktura włosów. Jedno jest pewne, po jego użyciu nie będziesz kurczaczkiem :D


PANTENE | Odżywka - kocham, uwielbiam i uważam, że to jeden z lepszych produktów, które spotkałam na swojej drodze. Działa cuda z moim włosami. Zmiękcza, odżywia i nie przetłuszcza :)



ISANA | Żel pod prysznic - kupuję ze względu na cenę adekwatną do jakości. Niecałe 3 zł za 200 ml to naprawdę nie wiele. Żele ładnie pachną, tylko pod prysznicem. Na skórze ich nie czuć no ale...nie wymagajmy cudów za tak niską cenę :)

BEBEAUTY | Żel pod prysznic - bardzo lubię, żele z pompką - nie marunję wtedy kosmetyków. W tym przypadku pompka to jedyna zaleta. Nie wiem skąd tyle pozytywnych opinii w sieci, cena niska ale zapach i konsystencja jakoś mnie nie przekonują. Wolę dołożyć te 2-3 zł i mieć pięknie pachnący żel z pompką np. z Palmolive :)

VENUS | Pianka do golenia - przyjemna konsystencja, ładny zapach. Nie podrażnia, nie uczula i jest wydajna. Myślę, że te kilka wyrazów wystarczy :)

DOVE | Antyperspirant - nie wiem o co chodzi? 150 ml opakowanie ma innych zapach niż 250 ml? Mniejsze zachwycały mnie swoją jakością, zapachem i trwałością. W przypadku dużych opakowań kosmetyk śmierdział, nie zabezpieczał tak jak powinien i był jakiś dziwny. Też to zauważyliście?

WHITE FLOWERS | Peeling do ciała - jeden z lepszych peelingów jakie miałam. Skład - ideał, zapach - trochę mniej. To moje pierwsze ale na pewno nie ostatnie opakowanie. 



GARNIER | Płyn micelarny - jak na razie nie ma sobie równych, używałam innych marek ale chyba ta sprawdza się u mnie najlepiej - oczywiście tylko wersja różową, żadne inne (hmm..nie próbowałam jeszcze różanej - zmienię to)


UNDER TWENTY | Tonik - sięgnęłam po niego ze względu na zawartość kwasu salicylowego i bardzo go polubiłam. Skład jest w miarę okej, zawartość parabenóLUMINATA - KLINIJ TUTAJ!w mi się nie podoba ale znajdują się one na samym końcu wiec ich ilość jest znikoma.  


CLARENA | Krem do twarzy - myślałam, że po jednej próbce nie da się ocenić czy produkt jest dobry czy nie. W tym przypadku wystarczyła kilka ml aby powiedzieć TAK. Kosmetyk zastosowałam na noc i obudziłam się z napiętą, nawilżoną i odżywioną buzią. 

LA ROCHE POSAY | Krem do twarzy - bardzo mocno się zawiodłam, zwłaszcza, że wydałam na niego 50 zł i nie należy do kremów z niższej półki. Opakowanie bardzo mało wydajne, krem wystarczył mi zaledwie na 2 tygodnie a nie stosowałam go w dużej ilości. Konsystencja lekka, dobrze rozprowadzał się na buzi. Nawilżał ale nie był to jakiś spektakularny wyczyn, taki średniaczek. Najgorsze było to, że zapychał i powodował wysyp nowych niespodzianek. Buzia miała się polepszyć a efekt był zupełnie odwrotny.

BIELNDA | Maska do twarzy - chciałam wziąć pełnowymiarowy produkt ale powiedziałam: NIE, spróbuję na początku saszetkę. Wiece co? Żałuję, że nie kupiłam dużego opakowania.. :) Recenzja wkrótce ;)


EZEBRA | Aceton - czy markowy aceton jest lepszy od mniej znanego i popularnego? Jak się okazuje, nie widać różnicy podczas stosowania ale widać podczas kupowania. Różnica cenowa ok 20 zł. 1L butelka wystarcza mi chyba na 3 lata czyli stosowałam po upłynięciu daty ważności i nie zauważyłam skutków ubocznych :D Można? Najwidoczniej tak :D

REVLON | Podkład do twarzy - kiedyś mój ulubieniec i w sumie chyba nadal nim jest. Podkład dobrze wtapia się w skórę, matowi, zakrywa wszystkie niedoskonałości i jest bardzo trwały. Z tego co zauważyłam nie muszę go poprawiać w ciągu dnia. Ważna rzecz: skóra przy jego używaniu nie może być sucha, musi być porządnie nawilżona, inaczej podkład nie będzie wyglądał ładnie :)

BOURJOIS | Krem BB - poleciła mi go jedna z kosmetyczek jako zamiennik podkładu i nie wyobrażam sobie teraz nakładania na twarz niczego innego. Krem jest jak podkład, zakrywa niedoskonałości i ładnie wtapia się w skórę. Do minusów mogę zaliczyć połyskujące drobinki, które na mieszanej cerze mogą wyglądać mało efektownie (warto zastosować puder matujący) oraz cenę. Nie kupujcie kosmetyku w znanych drogeriach (chociaż w Rossmanie, ostatnio, na prmocji był chyba za 28 zł), w sklepach online znajdziecie go za niecałe 25 zł :) 

KOBO | Bronzer - to mój pierwszy bronzer do twarzy. Lubię go, jest delikatny, ładnie wygląda na twarzy. Czasami używam go jako cienia do powiek. Odcień Sahara Sand sprawdzi się chyba na każdym odcieniu buzi :) 

EVELINE | Tusz do rzęs - nie wiem czy w tej cenie znajdziecie lepszą masakrę niż Celebrities. Dobrze rozdziela rzęsy, wydłuża, pogrubia i w cenie promocyjnej kosztuje ok 10 zł. Kocham ją miłością dozgonną :)

L"OREL | Tusz do rzęs - jest również bardzo dobry co Eveline. Dobrze rozdziela rzęsy, wydłuża, pogrubia ale jego cena promocyjna jest 2x większa. Jednak coś kosztem czegoś. Mam wrażenie że ta maskara jest trwalsza i wysycha znacznie wolniej niż Celebrities.

AVON | Luminata - zapach w katalogu pachnie bardzo ładne, woda przypadła mi do gustu. Była słodka ale nie mdła. W realu okazało się całkiem inaczej. Kompozycje zapachowe mnie dusiły. Oddałam mamie. 


Ultra-nawilżające mleczko do demakijażu z 3 rodzajami kwasu hialuronowego Clarena

Ultra-nawilżające mleczko do demakijażu z 3 rodzajami kwasu hialuronowego Clarena


Witajcie!

Jakiś czas temu, postanowiłam pożegnać się z drogeryjnymi kosmetykami i wypróbować coś konkretnego, używanego w niejednym salonie kosmetycznym. Liczyłam się z większym kosztem ale też nie chciałam na starcie stracić majątku więc sięgnęłam po markę CLARENA. Drugim powodem wyboru tej marki jest jej pochodzenie - w tym trudnym dla nas czasie warto kupować polskie kosmetyki i wspomagać polskie marki. Trzeci i chyba ostatni czynnikiem to podrażniona i sucha skóra, uszkodzona przez słońce. Jak sprawdziło się i mnie Ultra-nawilżające mleczko do demakijażu marki Clarena? O tym w dalszej części postu ;)


Możemy zapomnieć o toniku, kremie lub peelingu ale nigdy nie zapominajmy o porządnym oczyszczeniu twarzy po całym dniu. Demakijaż jest bardzo ważny w codziennie pielęgnacji twarzy. Tylko dogłębne oczyszczenie skóry pozwala jej oddychać i wchłaniać kolejne kosmetyki. Wacik po dokładnym oczyszczeniu twarzy powinien być BIAŁY! Ja zaczynam od płynu do demakijażu, następnie używam mleczka a na końcu żelu. Dzięki tym 3 produktom moja buzia jest czyściutka ;)


AQUA [woda, rozpuszczalnik], VITIS VINIFERA SEED OIL [olejek z pestek winogron], STEARETH-21 [alkolhol stearylowy, substancja myjąca, bezpieczna do stosowania w kosmetykach], ISONONYL ISONONANOATE [emolient, który zmiękcza i wygładza skórę], TREHALOSE [utrzymuje wilgoć, działa nawilżająco], COCO-CAPRYLATE [emolient, nadaje sztywność i elastyczność, ułatwia rozsmarowywanie], ACRYLATES / C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER [polimer, zwiększa lepkość, przedłuża trwałość], PEG-7 GLYCERYL COCOATE [kondycjonuje skórę, zmiękcza, środek powierzchniowo czynny, emulgujący], TOCOPHERYL ACETATE [przeciwutleniacz, odżywia skórę], PANTHENOL [odżywia skórę], SACCHARIDE ISOMERATE [substancja kojąca, nawilżająca, wygładzająca i zmiękczająca], BUTYLENE GLYCOL[rozpuszczalnik, odżywia skórę, utrzymuje wilgoć, kontroluje lepkość] COCAMIDOPROPYL BETAINE [substancja pianotwórcza, stabilizująca i poprawiająca jakość piany], LAMINARIA HYPERBOREA EXTRACT [ochrona skóry], PENTYLENE GLYCOL [rozpuszczalnik, odżywia skórę], SODIUM HYALURONATE CROSSPOLYMER [odżywia skórę, utrzymuje wilgoć], CITRIC ACID [kwas cytrynowy, regulator pH], SODIUM CITRATE [regulator pH], SODIUM HYALURONATE [zapobiega wysychaniu kosmetyku], 1,2-HEXANEDIOL [rozpuszczalnik], CAPRYLYL GLYCOL [odżywia, zmiękcza i utrzymuje wilgoć], PHENOXYETHANOL [zapach, konserwant], ETHYLHEXYLGLYCERIN [odżywia skórę, dezodorant],TRIETHANOLAMINE [zapach, emulgator], PARFUM [zapach], GERANIOL [zapach], HYDROXYISOHEXYL 3-CYCLOHEXENE CARBOXALDEHYDE [zapach], BUTYLPHENYL METHYLPROPIONAL [zapach], LINALOOL [zapach], CITRONELLOL [zapach], HEXYL CINNAMAL [zapach], D-LIMONENE [zapach], ALPHA-ISOMETHYL IONONE [zapach].


Spoglądając na skład oczami typowego laika, wydawać się może, że jak jest długi to jest zły. Wg mnie jest całkiem przyzwoicie. Kosmetyk ma w sobie alkohol, którego nie toleruję w składach - ta wersja jest jednak bezpieczna dla naszej skóry a zawartość sporej ilości olejka z pestek winogron rekompensuje wszystko :) Mleczko zawiera głównie składniki odżywiające, myjące i zmiękczające skórę. Do bardzo złych składników zaliczają się  głównie zapachy ale znajdują się one na samym końcu więc ich ilość jest minimalna. 


200 mleczka znajduje się w plastikowym opakowaniu z pomkną, które dodatkowo zapakowane jest w kartonowe pudełeczko. Na opakowaniu nie ma żadnych informacji z wyjątkiem marki i co to jest. Więcej znajdziecie na kartoniku a maksymalną ilość informacji na stronie producenta. Pompka...Hm? Uwielbiam opakowania z tym "pomocnikiem", zazwyczaj odmierzają odpowiednią ilość produktów a jeśli jest go za mało to zawsze można przycisnąć 2 razy ale...nie w tym przypadku. Ujście działa problemowo, raz wyciska większą ilość raz mniejszą a czasami w ogóle. Dla mojej buźki potrzebuję ok 3 kliknięć - za dużo. Zapach jest bardzo ładny, przyjemny, delikatny. Mleczko dobrze rozprowadza się na buzi, w połączeniu z wodą delikatnie się pieni. Świetnie radzi sobie z tuszem na rzęsach i podkładem. Nie podrażnia oczu - mogę nałożyć mleczko, otworzyć oczy i nic złego się nie dzieje. Dobrze przygotowuję buźkę do umycia jej żelem. Odżywia i nawilża. Bardzo dobrze sprawdza się do porannego demakijażu. 


Nie oczekuję cudów od mleczka a informację o wypełnianiu zmarszczek i zatrzymywaniu wody w organizmie moim zdaniem napisane są trochę na wyrost. Kosmetyk jest przyjemny w użytkowaniu ale nie zachwyciło mnie na tyle, żeby sięgnąć po niego jeszcze raz. Produkt kupiony na promocji za ok 34 zł. 

ZNACIE MARKĘ CLARENA?




10 pomysłów na wykorzystanie doniczek

10 pomysłów na wykorzystanie doniczek




Witajcie!

Czy doniczka przeznaczona jest jedynie do posadzenia w niej kwiatów? Czy kwiaty powinny stać tylko na parapecie? Jakie doniczki wybrać, żeby nie wyglądały zbyt tandetnie? Zwracacie uwagę na kolor lub fason podczas zakupów takich produktów? Gdzie najczęściej kupujecie mise i donice na rośliny? Dzisiaj post typowo doniczkowy. Ilość wzorów i kolorów jakie znalazłam w sieci jest ogromna. Najbardziej zdziwiło mnie ich zastosowanie, całkiem odmienne od pierwszej myśli ich zastosowania. Jestem ciekawa co myślicie o tym co wyszukałam :)



#1
Czy doniczka w formie świecznika może wyglądać efektownie? Wygląda na to, że tak. Do tej pory nie wpadłam na takie wykorzystanie tego elementu. A jednak może to wyglądać całkiem fajnie :) Do długich świeczek polecam doniczki wysokie i cienkie. Mi jednak bardziej podobają się niskie i okrągłe, do których włożę  podgrzewacze :) Odpowiedni nastrój w jesienno-zimowe wieczory gwarantowany :) 


#2
Kwiaty w formie zasłonek to zdecydowanie opcja dla mnie. Od bardzo dawna nie zawieszam firanek. Zbiera się na nich zbyt duża ilość kurzy, dodatkowo przysparzają problem podczas otwierania okna. Musimy je ciągle dotykać a co za tym idzie osadza się na nich brud. Ściąganie, pranie i zawieszanie mam z głowy. Opcja wiszących kwiatów na karniszu wygląda bardzo fajnie, muszę się nad nią zastanowić. 


#3
Doniczki nie muszą być proste i zwykłe. Na rynku sprzedażowym znajdziemy przeróżne, kształty, kolory i wielkości. Jedna doniczka - pusta, bez kwiatów może w dużym stopniu odmienić nasze wnętrze, dodając mu elegancji, fasonu i tej "wisienki na torcie" w całej dekoracji pomieszczenia. 




#4
Podczas remontowania dziecięcego pokoju warto przyjrzeć się doniczkom wykonanym typowo pod najmłodszych. Z pewnością będzie im się lepiej żyło, gdy na parapecie zamieszka miś czy lis ;) Taki zwykły gadżet sprawi, że dziecięcy pokój będzie bardziej przytulny i cieplejszy. 



#5
Gdy już mowa o pokoju dziecięcym, fajnym pomysłem będzie też postawienie doniczki lub donicy do sypialni. W ogromnej misie, zmieści się poduszka, koc czy też inny potrzebny sypialniany gadżet. Spójrzcie na zdjęcie poniżej czy nie wygląda to elegancko? A to tylko 2 mise z kwiatami i kocem. Już tutaj rzuca się w oczy jeden element. Produkty są w tym samym fasonie i kolorze. Jeśli chcecie mieć ładne miejsce w domu, nie kupujcie różnych doniczek, wszystko fajnie wygląda jak jest spójne i pasujące do siebie. 



#6
Pomysł na doniczkę do choinki jest na pewno mało oryginalnym pomysłem aczkolwiek większość osób wstawia żywą choinkę do stojaka a pod spód wsuwa podstawkę z wodą. Dużą lepsza opcją jest zasadzenie choinki w donicy i częste jej podlewanie. Mniej się sypie i dłużej pozostaje świeża i ładna. Sposób sprawdzony u mnie w domu w ostanie Boże Narodzenie. 




#7
To zastosowanie donic chyba zaskoczyło mnie najbardziej. Jestem przed remontem łazienki, więc kto wie, może wykorzystam ten pomysł bo bardzo ale to bardzo mi się podoba. Wiszące donice, zawieszone na wieszaku w łazience lub pod prysznicem. Co do niech wrzucamy? Szampon, żel, gąbki, szczotki - wszystko to co używamy w łazience. Ja, wykorzystam je do przechowywania moich kosmetyków tj. np. szminki czy pomadki lub szczotki do włosów.


#8
Idąc tropem łazienkowej farsy, ciekawym pomysłem może okazać się wisząca doniczka, zaczepiona nad lub przy biurku. Nie zajmujemy wtedy miejsca pracy a pod ręką mamy wszystkie potrzebne gadżety tj. długopisy, ołówki, linijki it.




#9
Co powiecie na doniczkę w formie ogromnej torby, do której np. wrzucimy swoje ulubione gazety? U mnie w domu bywa tak, że gazety są wszędzie: w łazience, w pokoju, w kuchni. A gdyby tak postawić taki stojak w jednym miejsce? Myślicie, że w domu zapanowałby większy porządek? Moim zdaniem tak. Jedynce co nie podoba mi się w takiej doniczce to brak kolorów, zapewne przemalowałabym ją na odcień komponujący się w moim wnętrzem.




#10
Doniczka w formie kapelusza może zastąpić typowe wiadro, do którego wrzucany jest lód i alkohol. Zawsze to coś innego, oryginalnego i z pewnością zaskoczylibyśmy tym naszych znajomych. Tak jak wspominałam w przypadku torebki, tutaj również brakuje mi koloru. Ale gadżet fajny :)



Na koniec pokażę Wam kilka dodatkowych inspiracji, które również wpadły mi w oko ale nie są oryginalne i raczej wszystkim znane. Spodobała mi się doniczka w formie bucików. Bardzo ładnie będzie wyglądała jako dekoracja na parapecie, ganku, przed domem, w ogrodzie lub na altance. Z pewnością każdy gość do nas przybyły zwróci na to uwagę.


Zaciekawił mnie również pomysł wykonania zielnika w kuchni. Podczas gotowania używam mnóstwo zielenieni. Taki mały zielnik z wiszącymi doniczkami na ścianie nie tylko byłyby praktyczny ale stanowiłby również dekorację :)


Uwielbiam storczyki więc moją uwagę zwróciła doniczka dedykowana tej roślinie. Jest praktyczna, mamy pewność, że jej nie przelejemy a korzenie nie ulegną degradacji. Wystarczy tylko regularnie sprawdzać ilość wody w podstawce. Również podobne odkrycie doniczki z podstawką do ziół. Jak je widzę to śmiem twierdzić, że pomysłodawca wymyślił je specjalnie dla mnie. Kompletnie nie umiem dbać o roślin. Zazwyczaj je przesuszam lub przelewam. Taka doniczka z podstawką myślę, że mogłaby się u mnie sprawdzić i w końcu miałabym piękne roślinki w pokoju. 







JURAPARK BAŁTÓW

JURAPARK BAŁTÓW


Witajcie! Nie było mnie tu kilkanaście dni ;( Wybaczcie! Byłam na urlopie, innym niż dotychczas. Ogólnie w czasie pandemiI ciężko było mi cokolwiek zaplanować bo wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie. Do ostatnich dni miałam nadzieję, że uda się wyjechać gdzieś za granicę. Chciałam do Hiszpanii lub Czarnogóry ale jak zaczęli odwoływać loty i wysyłać samoloty czarterowe po Polaków to mi się odechciało. Pierwszy tydzień spędziłam w domu. Pogoda dopisała więc odwiedzałam pobliskie zalewy i korzystałam z nowo otwartego basenu w mojej okolicy. Wszystko wskazywało na to, że drugi tydzień urlopu będzie podobny ale z dnia na dzień zdecydowałam, że wyjeżdżamy i pojechaliśmy do BAŁTOWA :)

Miejsce wybrałam ze względu na syna. Chciał do Eneryglandii ale jak pomyślałam o 30-stopniowym upale i kolejkach w nieskończoność stwierdziłam, że wolę miejsce gdzie będę mogła poruszać się swobodniej a Zator odwiedzimy jak zacznie się szkoła :) W Bałtowie byłam jako mała dziewczynka, byłam zachwycona ogromnymi replikami dinozaurów. Od tamtego czasu a minęło jakieś 20 lat, trochę się zmieniło. Park poszerzył się kilkukrotnie ale wcale się temu nie dziwie. Same dinozaury nie przyciągnęły by aż tak wielkich tłumów.


Zacznę jednak od cen, które są zróżnicowane w zależności od pakietów jakie wybieramy. Myślę, że jest to dobra opcja. Wiele osób podróżuje bez dzieci więc nie muszą płacić za park rozrywki, który jest głównie skierowany do najmłodszych. Przy każdej strefie znajdują się też kasy, jeśli więc nie kupiliśmy bilety na dany obszar, możemy go dokupić na terenie parku. My skorzystaliśmy z pakietu kompleksowego, nie widziałam, chciałam mieć, że tak powiem mieć wszystko z głowy i nie zastanawiać się przed każdą strefą czy na pewNo mogę tam wejść. Cena - bilet normalny - 94 zł, ulgowy - 85 zł. Jednym może wydawać się dość sporo ,innym mniej. Wg mnie na ilość stref i atrakcji cena jest jak najbardziej odpowiednia i wcale nie jest tak drogo. W cenę biletu do zwiedzania dostępne były: JuraPark, Prehistoryczne Oceanarium, Zwierzyniec Bałtowski (dolny+ górny Safari), Polska w Miniaturze, Sabatówka, Park Rozrywki, Rollercoaster, Kino Cinema 5D + Stary Młyn. 



JuraPark czyli park dinozaurów, mnie osobiście nie zachwycił ale moje dziecko już tak. Chciał zdjęcie niemalże z każdym dinozaurem. Po parku prowadziła ścieżka - krocząc nią mogliśmy zobaczyć każde miejsce, bez obawy, że coś pominęliśmy. Na terenie tej strefy znajdowała się też prehistoryczna wioska, plac zabaw dla dzieci i mini muzeum z wykopaliskami.  Polecam :)


Prehistoryczne Oceanarium to miejsce, do którego chciałam pójść najbardziej. Tak bardzo jak chciałam tam wejść tak bardzo się zawiodłam. Kompletna klapa i dno. Wielka półkula zachęca do wejścia gorzej z wnętrzem. W środku znajduje się kilka dużych telewizorów, które przedstawiają prehistoryczne zwierzęta wodne. Filmy oglądamy w 3D. Nic ciekawego, słaby efekt i zrobione to bardzo nieprofesjonalnie. Nie podobało mi się. Zdjęć brak. Nie polecam :(


Zwierzyniec Bałtowski (dolny+ górny Safari) to tzw zoo. W zwierzyńcu małym widziałam głównie kury i kaczki, był też chyba wielbłąd. Kilka zagród, smród i brud. W pobliżu zoo znajdowały się bary i restaurację, w których było można zjeść. Zastanawia mnie jedno...Czy miejsce gdzie można zjeść powinno być pobudowane blisko zoo? Moim zdaniem nie, ludzie jedli na świeżym powietrzu chyba tylko z tego względu, że byli bardzo głodni. Ja po wejściu tam, stwierdziłam, że najlepszym pożywieniem będzie woda i szybka ewakuacja. W pobliżu zoo znajdowała się również stadnina koni. Do zwierzyńca górnego możemy pojechać własnym autem lub wybrać autokar. Ze względu na młodego zdecydowaliśmy się na żółty autobus. Przejeżdżaliśmy wśród licznych zwierząt, niektóre podchodziły tak blisko, że były na wyciągnięcie ręki. Myślę, że następnym razem wybrałabym auto - mogłam zrobić ładne zdjęcie i przyjrzeć się zwierzętom dłużej i dokładniej. Ogólnie Safari warte zobaczenia :) Mały nie, duży polecam :)



Polska w Miniaturze to kolejna strefa dostępna w parku. Znajduję się w niej pomniejszone repliki największych zamków wybudowanych w Polsce. Zamek w Malborku zrobił na mnie ogromne wrażenie. Bardzo fajne miejsce, cisza, spokój, liczne fontanny i strumyki. Z dala od placu zabaw, tłumów i hałasu. Można spokojnie usiąść po parasolem, zjeść coś dobrego i odpocząć. Do tej strefy można przyjechać własnym autem - jest parking, autokarem, który jedzie do zoo, lub kolejką linową. Ja uwielbiam kolejkę więc skorzystaliśmy z niej 2krotnie :)  Polecam :)


Sabatówka to miejsce czarownic, czarów i dziwnych domków. Ogólnie nic ciekawego. Młody przebiegł się pod domku czarownicy i chciał jak najszybciej wyjść. Była też jakaś Pani, która prezentowała pieski ale spóźniliśmy się na jej występ więc nie wiem czy był ciekawy. Cena zdjęcia z pieskami - 1 zł. Obok Sabatówki znajduje się kilka domków noclegowych. Cen nie znam. Z zewnątrz bardzo ładne ale nie wiem czy chciałabym odpoczywać w takim hałasie i ciasnocie. Wąskie uliczki i wszystko wybudowane zbyt blisko siebie. Nie polecam ;( 


Park rozrywki to miejsce skierowane tylko dla dzieci. Do parku dostaniemy się przechodząc przez kładkę lub płynąc tratwą. W parku znajdziemy m.in. pociąg dla najmłodszych, statek do bujania (to już dla starszych dzieci lub dorosłych), liczne zjeżdżalnię, mini coster - który skrzypi na pół parku, kulki, budki z lodami i goframi. Dla dzieci atrakcja okej, dla dorosłych nie ma tam nic. No może oprócz piwa :D


Rollercoaster to chyba jedyna atrakcja, która najbardziej mi się spodobała. Kolejka przy samej ziemi wzbudza strach a stojąc w kilkumetrowej kolejce chyba ze 3 razy zastanawiałam się czy napewno chce jechać. Zdziwił mnie fakt, że do wózka mogą wsiąść też malutkie dzieciaki ale tylko z rodzicami. Od 10 lat same. Nie taki diabeł straszny jak go malują bo rollercoaster okazał się świetną przejażdżką i żałuję, że poszliśmy tam przed zamknięciem parku. Kolejka poruszała się szybko a przejażdżka była mega przyjemna. 


Kino Cinema 5D. Byłam już na kilku filmach w tym stylu i np. w Energylandii film z dinozaurami zachwycił mnie bardziej nie w parku bałtowskim. Film trwa ok 10 minut. Na początku była długa reklama innego parku, która bardzo zraziła mnie do filmu. Seans był o powstaniu świata. Interesujący ale nie na tyle, żebym mogła zobaczyć go jeszcze raz. W Zatorze są lepsze ;) W Starym Młynie nie byłam zabrakło nam czasu. 


Podsumowując wizytę w JuraPark Bałtów. Wg mnie miejsce przereklamowane, zapowiadało się dużo lepiej niż się okazało w realu. Cena zdecydowanie za wysoka. Z chęcią jednak zapłaciłam te pieniążki ze względu na zwierzęta, które tam żyją. Do plusów zaliczam darmowe parkingi, których jest bardzo dużo. Polecam wjechać do parku i szukać wolnych miejsc na górze. Na dole zwykle są zajęte. Jeśli chodzi o ilość ludzi, trochę ich było ale praktycznie nigdzie nie staliśmy w kolejce no może z wyjątkiem rollercoastera i obiadu. Ceny żarełka podobne jak w knajpach. 

Są gusta i guściki. Jednym park może się podobać innym nie. Moje dziecko było bardzo zadowolone. Na mniej miejsce nie zrobiło wrażenia. Gdybym miała wrócić tu drugi raz a pewnie już nie wrócę ale gdyby jednak... to zdecydowałabym się tylko na rollercoaster i Safari. No chyba, że przyjechałabym tu z dziećmi wtedy full :D

Copyright © 2014 Anqelique , Blogger