PODSUMOWANIE KWIECIEŃ/MAJ 2020

PODSUMOWANIE KWIECIEŃ/MAJ 2020


Wydawać by się mogło, że niedawno zaczął się maj a już za kilka dni przywitamy się z czerwcem. Czas pędzie nieubłaganie a my nie jesteśmy w stanie go zatrzymać... Jakiś pozytyw? Znaki na niebie wskazują na to, że do lata wszystkie obostrzenia zostaną zniesione i na plaży będziemy mogli opalać się bez masek :D

Podsumowania kwietnia nie było, zapomniałam, nie miałam czasu i w głowie siedziało mi 100 innych spraw, które były dużo ważniejsze :) Denko podzieliłam, dzisiaj 70% moich "pustaków", reszta w czerwcu :)


H&S | Szampon do włosów - pomimo zawartości SLS i niekoniecznie dobrego składu - LUBIĘ GO! Dobrze oczyszcza włosy i przedłuża ich świeżość. Na pewno z niego nie zrezygnuję. Ale...Uwaga! Nie każda wersja jest dobra i nie kupujcie szamponów 2w1 ;)

PANTENE | Odżywka do włosów -  odżywka jest okej, lubię ją, ma ładnych zapach ale 3-minutowa odżywka to istne cudo, świetnie odżywia, nawilża i ładnie pachnie. Na promocji dorwiemy ją za ok 10 zł. PEŁNA RECENZJA - KLIKNIJ TUTAJ!

DESSANGE | Odżywka do włosów - zdecydowanie jedna z lepszych produktów w tej kategorii jakie miałam, troszkę droższa wersja Pantene. W połączeniu z szamponem dają rewelacyjne efekty. Odbicie włosów od nasady, odżywienie i w ogóle kolorów włosów jest inny, ładniejszy, błyszczący. Warta swojej ceny, do kupienia w Hebe.


BATISTE | Suchy szampon - ładny zapach, odbija od nasady, odświeża. Mój "must have" , tylko i wyłącznie ROSE GOLD. Inne wersje wg mnie nie są aż takie dobre. 

ELMEX | Pasta do zębów - jedna z drogeryjnych past, która ma inny skład od pozostałych. Jedyna, która nie powoduje krwawienia dziąseł i dobrze oczyszcza zęby. Brakuje jedynie porządnego odświeżenia, które uwielbiam i które nadrabiam płynem do płukania ust ;)

SEMILAC | Top no wipe - marka, która uwielbiam i nie wiem czy kiedykolwiek zamienię ją na inną. Dzięki niej odbudowałam płytkę, mam długie paznokcie a po ściągnięciu są one grube i nie łamią się. PEŁNA RECENZJA - KLIKNIJ TUTAJ!


PALMOLIVE | Żel pod prysznic - jeden z żeli, którego zapach utrzymuje się na ciele dłużej niż tylko podczas mycia. Pieni się, dobrze myje a skóra pachnie jeszcze przez dłuższy czas. Duży plus za pomkę. Wydobywamy tyle ile chcemy :)

EVELINE | Balsam do ciała - markę bardzo lubię, zapach balsamu jest bardzo ładny, kwiatowy, produkt zostawia delikatną lepką powłoczkę, która dość szybki się wchłania ale, no właśnie...Jestem posiadaczką bardzo suchej skóry, która aż się sypie i niestety balsam niezbyt jej pomógł, nawilżał ale nie tak dobrze jakbym tego chciała. 

NIVEA | Antyperspirant - lubię, chociaż mam wrażenie, że ostatnio jego zapach delikatnie się zmienił lub po prostu mi się znudził :) PEŁNA RECENZJA - KLIKNIJ TUTAJ!


GARNIER | Płyn micelarny - najlepsza wersja płynu micelarnego tej marki, dobrze zmywa makijaż, chociaż z wodoodpornym sobie nie radzi. Nie podrażnia. Ostatnio coraz częściej występuje na promocji i kosztuje ok 11- 12 zł :) RECENZJA - KLIKNIJ TUTAJ!

ZIAJA | Tonik oczyszczający - mój pierwszy produkt z tej serii i nie zauważyłam nic poza ubywającą zawartością i znikającymi płatkami kosmetycznymi. PEŁNA RECENZJA - KLIKNIJ TUTAJ!

NUXE | Serum rewitalizujące  - francuski, dość drogi kosmetyk ale za jakoś trzeba zapłacić. Bardzo dobry krem. Buzia wyraźnie nawilżona i odżywiona. PEŁNA RECENZJA - KLIKNIJ TUTAJ!

NEUTROGENA | Krem do twarzy - do tej marki miałam spory dystans i zawsze omijałam ją szerokim łukiem. Dzisiaj wiem, że nie potrzebnie...PEŁNA RECENZJA - KLIKNIJ TUTAJ!

TOŁPA | Peeling enzymatyczny - produkt najprawdopodobniej zostanie moim kosmetykiem roku i z pewnością znajdzie się w pierwszej piątce :) RECENZJA - KLIKNIJ TUTAJ!


BEBAUTY | Maska w płachcie - uwielbiam je, już po pierwszym użyciu widzę różnicę a co byłoby gdybym stosowała je systematycznie? :)




Próbki Jowae - nie prześledziłam jeszcze składu ale działa rewelacyjne, buzia jest miękka i gładka a zużyłam tylko próbki, myślę, że warto kupić pełnowymiarowe opakowanie :)

Próbki Clarena - kremy nie są złe, są okej ale wydaje mi się, że Jowae wypadło lepiej i chętnie wróciłabym do ich kremów. Z całej trójcy ślimak wypadł najlepiej :)
A MOŻE BY TAK PEELING 3 ENZYMY OD MARKI TOŁPA?

A MOŻE BY TAK PEELING 3 ENZYMY OD MARKI TOŁPA?


Jak wybrać odpowiedni peeling kiedy mamy suchą buzię, kiedy się świecimy, lub jak jest pół na pół? Do tego dochodzą zaskórniki, pryszcze i różne zmiany trądzikowe..Ba, co kupić jeśli mamy cerę wrażliwą, skłonną do podrażnień i alergii. Rynek kosmetyków pielęgnujących pęka w szwach a wchodząc do pierwszej lepszej drogerii możemy dostać oczopląsu. Prosząc więc panią ekspedientkę o pomoc w wyborze, nie oczekujmy cudów, 90% tych Pań się na tym nie zna, a każda z nich doradzi Ci to co sama używa. Wybór pada na pierwszy lepszy, który już po 2 użyciach trafia do kosza lub co, jest mniej prawdopodobne staje się naszym ulubieńcem. Najczęściej jest tak, że chcąc nie chcąc męczymy go do końca, bo przecież wydaliśmy na niego nasze pieniądze... 


Opcja numer 2. Szperamy w internecie - szukamy kosmetyków, które mogą być dobre dla naszej cery, czytamy opinie/recenzje. Robimy tripa do drogerii/apteki, kupujemy. Prawdopodobieństwo tego, że sprawdzi się na naszej buzi to fifty fifty. 

Przechodząc do sedna. 

Jak wybrać odpowiedni peeling do naszej cery i czy w ogóle używać peelingu? Ile osób tyle opinii. W swoim życiu odwiedziłam 5 różnych kosmetyczek i uwierzcie, każda powiedziała mi zupełnie co innego i polecała kosmetyki kompletnie ze sobą nie powiązane. 

PECH.

Więc co kupić? Zaznaczę, że mam cerę mieszaną, z licznymi zaskórnikami, brak trądziku. Używałam grubych peelingów, które fajnie zdzierały naskórek ale wysyp, który pojawiał się potem był nie do okiełznania. Cera z zaskórnikami wymaga porządnego oczyszczenia więc zdecydowałam się na peeling enzymatyczny, który tak naprawdę można używać codziennie. 


W blogsferze aż huczy od cudownego działania PEELINGU 3 ENZYMY marki TOŁPA. Nie zastanawiając się pobiegłam do Rossmana i kupiłam kosmetyk za niecałe 35 zł. Serum ma żelową konsystencję i przecudowny zapach owoców tropikalnych. Łatwo się je nakłada, w strefach problematycznych warto nałożyć go troszeczkę więcej. Po minucie od nałożenia, poczułam mocne pieczenie, myślałam, że wypala mi buzię, po 2-3 minutach, nieprzyjemne uczucie minęło. Po 10 minutach przystąpiłam do masażu i zmycia kosmetyku. Twarz, oczyszczona, gładziutka i lekko przesuszona. Oznacza to, że po peelingu obowiązkowo krem nawilżający/odżywczy!

SKŁADNIKI: Aqua (woda), Glycerin (gliceryna - zapobiega wysychaniu kosmetyku), Propylene Glycol (substancja nawilżająca), Peat Extract (ekstrakt z torfu- działa przeciwzapalnie, ściągająco i antybakteryjnie), Papain (papaina - enzym, działanie złuszczające i rozjaśniające), Bromelain (bromelaina -enzym otrzymywany z ananasa, ma właściwości łagodzące i przyspieszające gojenie się ran), Algin (pozyskiwany z brązowych alg - zagęstnik, substancja nawilżająca), r-Bacillus Licheniformis Keratinase (substancja bazująca na mikrokapsułkowej uwodnionej keratynazie - złuszcza, ujędrnia oraz zapobiega powstawaniu zmarszczek), Carbomer (karbomer - zwiększa lepkość), Tetrasodium EDTA (roztowry wodne), Xanthan Gum (guma ksantanowa - stabilizator, zagęstnik, reguluje lepkość kosmetyku), Sodium Hydroxide (reguluje odczyn pH), Parfum (zapach), Tromethamine (reguluje odczyn pH), Sodium Chloride (zagęstnik), Calcium Chloride (reguluje lepkość), Ethylhexylglycerin (naturalny konserwant), Phenoxyetanol (konserwant), Caprylyl Glycol (emolient - zapobiega wysychaniu).


Efekty? Typowa Halina, już po pierwszym  użyciu szuka zmatowienia, oczyszczenia oraz zaskórnika z nadzieją, że go nie znajdzie. Nie oszukujmy się, na efekty trzeba poczekać. Za mną dwa opakowania. Jedno wystarcza średnio na 10 razy, wszystko zależy od grubości warswt jaką nakładamy na twarz. U mnie wszystko zależy od ilości skórek, jeśli widzę sporo suchych - nakładam więcej, jeśli nie - mniej. Często robię to punktowo. Peeling na początku stosowałam co kilka dni ale po 2 użyciach zwiększyłam jego częstotliwość i aktualnie robię go co 2 dzień. Moja buzia jest bardzo zanieczyszczona więc myślę, że częste czyszczenie jej nie zaszkodzi. Po miesiącu zauważyłam, rozjaśnienie buzi, pozbyłam się przebarwień - buzia ma jeden kolor. Jest odżywiona, ujędrniona, gładka i taka wiecie, noo, cacy :D . Na pewno też mniej się błyszcze. Wpływ na zaskórniki? Na razie żaden - dam mu 3 miesiące :) 

Aktualnie dostaniecie go na promocji w Drogerii Natura, chyba coś ok 18 zł. 


ZNACIE PEELING 3 ENZYMY TOŁPA? CO O NIM MYŚLICIE?

Jak skutecznie wybielić zęby? Czyli Dr. Martin Schwarz i jego Expert 38 %

Jak skutecznie wybielić zęby? Czyli Dr. Martin Schwarz i jego Expert 38 %


Marzysz o śnieżnobiałym uśmiechu a COVID-19 odciął Ci drogę do stomatologa? A może zabieg, na który chciała/-eś się zdecydować jest zbyt drogi? Najprościej byłoby zrezygnować z kawy, palenia papierosów, picia czerwonego wina i wszystkich innych produktów, które "farbują" zęby. Rozważając za i przeciw zdecydowałaś/-eś, że lampka wina jeszcze nikomu nie zaszkodziła, palenie też nie jest w sumie takie złe, jedna kawka to tylko jedna malutka, malusiuńka i na dodatek z mlekiem - machnęłąś/-eś ręką...
W popłochu przeglądając internet można znaleźć kilkadziesiąt past wybielających, których producenci obiecują cuda. Czy kupując super wybielająca pastę do zębów, która przynosi rezultaty już po pierwszym myciu, zerkasz na skład? Czy przypadkiem nie jest on taki sam jak w zwykłej paście? Hmm... Zapewne teraz się nad tym zastanawiasz? Podpowiem Ci. Większość past ma identyczne składy. Na palcach jednej ręki mogę wymienić produkty, które różnią się od standardów. 


Okazuje się, że po pierwszym umyciu zębów, pastą wybielającą, tak naprawdę nic się nie zmieniło. Zęby są tak samo żółte jak przed, myjesz drugi raz, trzeci, piąty, dziesiąty i niestety dopada Cię fakt, że producent zrobił Cię w balona...Decydujesz się na "poważny' środek wybielający do zastosowania w domu. Oczywiście nie chcesz wydawać grubej kasy (bo może się nie sprawdzi), więc sięgasz po produkty z dolnej półki. Liczysz na cud za marne 50 zł a tak naprawdę wzbogacasz się w podrażnione dziąsła, zniszczone szkliwo i żółte zęby - które tak naprawdę były takie już na samym początku. Metodą prób i błędów rezygnujesz z wybielania...


Powyżej po części opisałam swoją przygodę...Setki prób, zakończone niepowodzeniami sprawiły, że pogodziłam się ze swoimi żółtymi ząbkami. Ostatecznie zapisałam się na wybielanie u stomatologa - za miliony no ale cóż... Moje szkliwo było tak zniszczone, że nie chciałam już więcej eksperymentować... Wirus, sprawił, że moja wizyta przepadła a lato zbliżało się wielkimi krokami... Nie zastanawiając się poszperałam trochę w sieci i trafiłam na niemiecką markę DRMARTINSCHWARZ, która przekonała mnie na tyle, że postanowiłam zaryzykować ;)


Zestaw do wybielania zawiera:
  • ŻEL ANTYBAKTERYJNY BIOSCALING, który należy zastosować z pastą do mycia zębów, w celu usunięcia płytki nazębnej. Zabieg jest bezpieczny i nieinwazyjny. Pozwala usunąć bakterie, wirusy i grzyby z ust, zapobiegając przy tym infekcjom. 
  • PREPARAT EXPERT 38%, który ma właściwości intensywnie wybielające a sam efekt po jego zastosowaniu jest wielce prawdopodobny do tego, który jesteśmy w stanie uzyskać w gabinecie dentystycznym.
  • TERMOKURCZLIWE NAKŁADKI, bez których zabieg wybielania by się nie odbył. Nakładki wrzuca się do bardzo gorącej wody, miękną, następnie przykładamy do ust i odbijamy zęby, tak aby w najbardziej precyzyjny sposób silikon przywierał do zębów, następnie chłodzimy je w wodzie z lodem. 



Wybielałam ząbki przez 5 dni, codziennie przez 30 minut. Nie chciałam robić przerw. Jestem kąpana w gorącej wodzie a efekt miał przyjść natychmiast. Uczucie podczas trzymania wybielacza w buzi...Hmm? Produkt jest bez smaku i bez zapachu. Jedyną kłopotliwą rzeczą mógł być ślinotok - stres, strach i inne tego typu zjawiska towarzyszą tylko przy pierwszej aplikacji, każda kolejna sprawiała, że ten okres mijał bardzo szybko ;)


Na końcu chwalę się efektami i pokazuję zdjęcia przed i po. Po pięciokrotnej, bezbolesnej aplikacji ząbki wybieliły się o co najmniej dwa tony. Posiadałam wg mnie bardzo żółte zęby, mało się uśmiechałam, wstydziłam się. Dzisiaj jestem pewniejsza siebie i zarażam swoją radością i uśmiechem innych. Najważniejsze jest dla mnie to, że żel wybielający nie podrażnił moich dziąseł, nie czuję bólu i nadwrażliwości. Wszystko jest dokładnie tak samo jak przed wybielaniem, no może za wyjątkiem jednego BIAŁYCH ZĄBKÓW! :)


Zestaw możecie zamówić online (link poniżej). Cena: ok 400 zł. 



Smartband - moje uzależnienie!

Smartband - moje uzależnienie!


Witajcie! Jak monitorować swoją aktywność? Popularność na smartbandy ciągle rośnie i coraz częściej możemy spotkać na ulicy ludzi z opaskami na rękach. Dlaczego są aż takie modne? Pozwalają monitorować ilość przebytych kilometrów, spalonych kalorii, tętno a także jakość i czas snu. Dodatkowo mają ładny design i mogą posłużyć jako zwykły zegarek. 


Na zakup zegarka zdecydowałam się ze względu na siedzącą pracę. Nie mam zbyt dużo ruchu a po powrocie do domu, nie miałam motywacji, żeby gdzieś ruszyć tyłek. Pomyślałam, że taki zegarek będzie moją motywacja i osiągnięcie celu przyjdzie mi z łatwością. Wyczytałam w sieci, że minimalna ilość dziennych kroków powinna wahać się w granicach 8-10 tys. (czyli ok 8 km). Już pierwszego dnia zegarek pokazał mi, że zrobiłam w pracy jedynie 2 tysiące. Byłam załamana. Pracując do 15.00 ciężko jest nadrobić 8 tysięcy, mając jeszcze dodatkowe obowiązki. Walczyłam i z trudem osiągałam zamierzone cele. 


Z czasem jednak ilość dziennych kroków nie wystarczyła, szukałam kolejnych aktywności. Zaczęłam biegać a gdy padało ćwiczyłam cardio lub interwały w domu. Codziennie musiałam się trochę poruszać. Po miesiącu aktywności dorzuciłam jeszcze rower. Opaska zmusza mnie do aktywności, która teraz nie jest moją zmorą a lepszą formą życia. Przestałam być ciągle zmęczona, mam więcej powera i co najważniejsze, ustąpił ból pleców, który czasami zmuszał mnie do łez. 


Niektóre smartbandy w połączeniu z telefonem, pozwalają na odczytane wiadomości lub sprawdzenie nadchodzącego połączenia. Dzięki takiej funkcji, nie musimy mieć ciągle przy sobie telefonu. Często też opaski zaopatrzone są w prognozę pogody, stoper, alarm lub muzykę. Warto też przy wyborze zegarka zwrócić uwagę na to czy mierzy on np. jazdą na rowerze, bieganie lub inną aktywność. W przypadku pomiaru pływania musimy zwrócić uwagę na to, czy zegarek jest wodoszczelny (ze swojej strony polecam tylko takie, możemy brać prysznic, myć ręce bez ściąganie opaski). 


Jak do tego wszystkiego ma się cena?  Głównie wszystko zależy od marki, im bardziej znana tym droższa. Chociaż nie zawsze wygórowana kwota wiążę się z jakością to w tym wypadku warto przyjrzeć się parametrom zegarka i funkcjom jakie zawiera. Na pewno pomiary w zegarkach droższych są dokładniejsze, ze względu na lepszą czujność sensorów. Wszystko zależy od tego, co chcemy mierzyć. Jeśli zależy nam wyłącznie na pomiarze tętna i kroków to w tym przypadku sprawdzą się opaski poniżej 100 zł. Jeżeli chcemy dorzucić aktywność to ich wartość znaczenie wzrośnie. Warto zwrócić uwagę na czas żywotności baterii. Często waha się ona w graniach od 3 do 30 dni. I nie zawsze jest tak, że w zegarku za 500 zł bateria wytrzyma 30 dni a za 100 zł - 3 dni. 


Moja opaskę zamówiłam na stronie DECATHLON za 249 zł. Mierzy podstawowe parametry tj. tętno, kroki, dystans (chodzenie, bieganie), kalorie. Posiada cztery strefy tętna, które pozwalają dostosować tempo bez przeciążenia: rozgrzewki, spalania tłuszczu (rozmowa podczas biegu), aerobową (spory wysiłek ale bez zadyszki) i anaerobową (zadyszka). Posiada różne aktywności fizyczne, na których zależało mi najbardziej. Jest wodoszczelny. Jeśli chodzi o wady, to tak jak w przypadku większości smartbandów - gumowa opaska. Trzeba się po prostu do niej przyzwyczaić lub wymienić pasek na bardziej przyjemny dla skóry :) 



Czy warto kupić opaskę sportową? Moim zdaniem TAK! Nie wyobrażam sobie codziennej aktywności bez smartbanda. Nie usnę gdy nie mam minimum 10 tys. kroków. Opaska zmusza mnie do aktywności a śledząc swoje osiągnięcia w aplikacji chce codziennie pobijać rekordy, chce więcej! :) Aktualnie ćwiczę cardio, interwały, biegam a ostatnio dorzuciłam rower :) Gdy tylko otworzą baseny to wskakuję do wody :D Dzięki opasce polubiłam sport ;)



Biotherm Life Plankton_Eliksir do twarzy

Biotherm Life Plankton_Eliksir do twarzy


Witajcie! Maj przywitał nas deszczową pogodą. O dziwo nikogo z nas to nie smuci, ogromna susza panująca w naszym kraju powoduje, że cieszymy się z każdej kropelki.  Ja tym tygodniu znowu jestem na opiece. Nie nudzę się, wzięłam się trochę za siebie, ćwiczę, gotuję zdrowe obiadki dla siebie, niezdrowe dla rodziny (nie lubią fit posiłków), czytam książki, sprzątam. Najlepiej jednak lubię wtulić się kocyk z kubkiem herbatki i patrzeć jak pada deszcz :)

Nawilżanie to u mnie numer 1. Regularne peelingi (ale tylko enzymatyczne), różnego rodzaju maski, serum i kremy to u mnie "must have". Po miesięcznej kuracji zauważyłam, że moja buzia jest zdrowsza, wygląda na świeżą i zdrową...Problemem są jeszcze zaskórniki, wypróbowałam już wiele i nic nie pomaga... Skupmy się jednak na nawilżaniu, dzisiaj pod lupę biorę ELIKSIR DO TWARZY LIFE PLANKTON BIOTHERM. 


Eliksir do twarzy...Hm? Już samo słowo "eliksir" wskazuje na kosmetyk ekskluzywny i niekoniecznie tani. Buteleczka wykonana jest z grubego szkła a płyn wydobywamy za pomocą pipetki. Lubię takie opakowania, pipetka pozwala odmierzyć odpowiednią ilość płynu ale też trzeba liczyć się z tym, że na dnie na pewno coś zostanie bo pipetka nie wyciągnie kosmetyku do końca. Kolor opakowania nawiązuje do planktonów, wody, morza, oceanu - to już jak to woli... :)


SKŁADNIKI: Aqua (woda), biida erment lysate (wyciąg z fermentacji bakterii), glycerin (gliceryna), alcohol denat (alkohol denaturowany), dimethicone (dimetikon - emolient suchy), hydroxyethylpiperazine ethane sul onic acid (to środki buforujące dla utrzymania struktury i funkcji enzymatycznej składników czynnych), phenoxyethanol (konserwant), octyldodecanol (emolient, substancja zmiękczająca), sodium hyaluronate (sól sodowa kwasu hialuronowego), caprylyl glycol (natłuszcza, wygładza, zmiękcza - może wywołać reakcje alergiczne), ammonium polyacryloyldimethyl taurate (emulgator, odpowiada m.in. za lepkość kosmetyku), vitreoscilla erment (odświeża skórę), ascorbyl (wykazuje działanie rozjaśniające), glucoside (substancja utrzymująca wilgoć), adenosine (substancja odżywiająca), xanthan gum (substancja wpływająca na konsystencję kosmetyku), peg-20 methyl glucose sesquistearate (substancja emulgująca), trisodium ethylenediamine disuccinate (przedłuża trwałość), pentylene glycol (substancja nawilżająca dodatkowo zapobiega wysychaniu preparatu), faex extract (wyciąg z drożdzy lekarskich - ogranicza powstawanie zaskórników, działa ściągająco), sodium hydroxide (wodorotlenek sodu), sodium benzoate (konserwant), peg-60 hydrogenated castor oil (emulgator - uwodorniony olej rycynowy), hydrolyzed hyaluronic acid (hydrolizowany kwas hialuronowy), salicyloyl phytosphingosine (substancja ogranicza tworzenie zaskórników, łagodzi stany zapalne skóry trądzikowej i zapobiega ich powstawaniu), tocopherol (wit.E), parfum (zapach)

Już na drugim miejscy znajduje się rewelacyjny składnik, który reguluję pracę gruczołów łojowych oraz poprawia ukrwienie skóry.  Całość składu byłaby bardzo korzystna i kosmetyk, mógłby być godny uwagi i polecania ale co do cholery robi alkohol w składzie? I dlaczego znajduję się aż na 4 miejscu? Na to pytanie jest tylko jedna odpowiedź. Zawartość baterii może sprawiać, że kosmetyk będzie szybciej się psuł, będzie fermentował a alkohol ma temu zapobiegać. Szkoda również, że zawartość substancji zapobiegających powstawaniu zaskórników i nawilżających znajdują się w 2 części składu. Ogólnie sam skład nie najgorszy aczkolwiek za taką cenę mógłby być lepszy.


Produkt ma mleczną, lejącą konsystencje. Dobrze rozprowadza się na skórze a jego wchłanianie jest ekspresowe. Ma dość specyficzny zapach, troszkę chemiczny, może to zapach planktonów, dziwny ale do przeżycia, dość szybko się ulatnia. Eliksir ze względu na wchłanialność można stosować pod makijaż, nie powoduje rolowania i nie pozostawia tłustej warstwy. Już po pierwszym użyciu zauważyć można wyraźne nawilżenie i odżywienie skóry. Cera jest gładka, miękka i sprężysta. Po kilku dniach stosowania suche skórki znikają na dobre a twarz jest wyraźnie w lepszej kondycji. Nie zauważyłam, żeby w jakiś negatywny sposób wpłyną na buzię, nie wpłynął na zaskórniki, nie powoduje zaczerwienia, pieczenia itp. Przy regularnym stosowaniu 1x dziennie wystarcza na ok 3 miesiące stosowania. Cena w perfumerii SEPHORA lub DOUGLAS to 269 zł/ 30 ml. Moim zdaniem jak za taki skład to zbyt drogo. Eliksir nie jest zły, z czystym sercem mogą go polecić ale znam kosmetyki o podobnym działaniu w dużo niżej cenie :)



Naturalny peeling solno-błotny z Morza Martwego_White Flowers

Naturalny peeling solno-błotny z Morza Martwego_White Flowers


Witajcie! Jak wam minął ostatni weekend kwietnia? Korona sprawia, że nie zdajemy sobie sprawy z uciekających dni a przecież za 3 dni już maj! Wzięłam się trochę za siebie i żeby nie zwariować, zaczęłam ćwiczyć. Nie dla zgubienia kilogramów ale dla lepszego samopoczucia i ujędrnienia skóry :) Same ćwiczenia, jednak nie wystarczą, warto złuszczać naskórek i nawilżać skórę. Peelingi solne do tej pory były mi obce, bałam się, że nieprzyjemnego uczucia i faktu, że może piec. Jednak, kto nie ryzykuje ten nie pije szamapna i tak do koszyka wpadł NATURALNY PEELING SOLNO-BŁOTNY Z MORZA MARTWEGO od WHITE FLOWERS. 


Peeling znajduje się w plastikowym pudełeczku z odkręcanym wieczkiem. Wygląda jak błoto i pachnie jak błoto. Ma konsystencję piasku z dodatkiem wody, która zbiera się na wierzchu. Do odpowiedniego peelingu mieszam oba składniki, wtedy przyczepność produktu jest lepsza. Peeling zalicza się do mocnych zdzieraków. Może podrażnić, wywołać pieczenie i zaczerwienienie. Ja jestem chyba grubo skórna, dodatkowo do peelingowana używałam szorstkiej rękawicy, aby zwiększyć efekt i jedyne co powstało to zaczerwieniona skóra, która po chwili wróciła do pierwotnego koloru. 


SKŁADNIKI: Maris Sal (sól morska), Sodium Chloride (chlorek sodu), Maris Limus (owady morskie), Maris Aqua (woda morska), Cocos Nucifera (Coconuit) Oil (olej kokosowy), Vitis Vinifera Seed Oil (olej z pestek winogron), Argania Spinosa Kernel Oil (olej arganowy), Cocamidopropyl Betaine (Kokamidopropylobetaina), Glycerin (gliceryna), Tocopheryl Acetate (wit. E), Benzyl Alcohol (rozpuszczalnik), Benzoic Acid (kwas benzoesowy), Citrus Sinensis (pomarańcza chińska), Syzygium Aromaticum (czapetka pachnąca), Eugenol (imituje zapach goździków), D-Limonene (zapach), Linalol(zapach).

Sam skład wg mnie jest dobry, nie zawiera parabenów, alkoholu i silikonu. Głównym składnikiem jest sól morska, chlorek sodu odpowiada za ścieranie/ polerowanie, wyciąg z owadów morski - oczyszcza, zmiękcza a woda morska ma zadanie antyseptyczne, oleje - nawilżające, następnie są substancje myjące i konserwujące, zapachy i przedłużacze świeżości. 


To mój pierwszy raz z marką White Flowers a peeling kupiłam ze względu na promocję. Jestem z zadowolona z działania kosmetyku. Produkt, w pełni mnie usatysfakcjonował. Doskonale pielęgnuje moja skórę, wygładza i nawilża. Wydawać się może, że peeling zostawia tłustą warstwę lecz jest to skutek działania olei zawartych w kosmetyku. Skóra po jego użyciu jest miękka i odżywiona. Do minusów zaliczam brudny brodzik, wszystko dookoła jest w "błocie" i należy dodatkowo płukać wannę/prysznic. Mało przyjemny zapach, nie wyczułam w nim nic poza zapachem typowej ziemi, nie jestem wrażliwa i osobiście mi to nie przeszkadzało ale na pewno dla większości może być to problem. Ostatni minus - za szybko się kończy. 300 g opakowanie wystarczyło mi na 4 razy (peelingowanie całego ciała).  Cena regularna: 16 zł, promocja 13 zł. Dostępny w Rossmanie. 


ZNACIE NATURALNY PEELING SOLNO-BŁOTNY Z MORZA MARTWEGO? JAKIE PEELINGI NAJBARDZIEJ LUBIE? SOLNE CZY CUKROWE? POLECACIE JAKIŚ KONKRETY PRODUKT?

GALERIA DRUKU - OBRAZ NA PŁÓTNIE

GALERIA DRUKU - OBRAZ NA PŁÓTNIE


Witajcie! Kwarantanna ma swoje swoje plus. 2 lata temu zrobiłam remont pokoju. Odświeżyłam ściany, wymieniłam podłogę, pozbyłam się również wszystkich mebli a w zamian zamontowałam zabudowaną szafę, na której zawisł telewizor. Był też epizod firanek ale ostatecznie zamieniłam je na rolety "dzień noc". Wszystko byłoby okej ale ciągle czegoś mi brakowało. Jestem totalną nogą w dekorowaniu wnętrz. Nie umiem niczego do siebie dopasować i całkiem nie dawno wpadłam na pomysł aby parapety wypełnić świeczkami i różnymi pierdołkami bo o kwiatach to nawet nie ma mowy - mój biedny kaktus ledwo zipie. Ściany...Hm? Już 24 miesiące są puste i każdej nocy kładąc się spać zastanawiałam się czy powiesić tam zdjęcia czy obrazki, obrazki czy obraz, zdjęcia w ramkach czy bez aż w końcu powiesiłam NIC... ;)



Obrazy na płótnie podobają mi się od dawien dawna, trochę mniej podoba mi się ich cena. Przejrzałam kilkanaście stron i przeczytałam setki opinii aż w końcu wujek Google podsunął mi stronę GALERIA DRUKU. Zdjęcie, które chciałam mieć na ścianie, wybrałam już dawno. Jest to fotka z ostatnich wakacji w przepięknych ogrodach Kapias. Jeśli ktoś potrzebuje pięknej sesji, to tylko tam! :)


Wracając do mojego remontu i pustych ścian, powoli je wypełniam i pierwszą rzeczą która na nich zawisła jest obraz na płótnie. Przyznam się, że miałam sporo obaw przed zamawianiem. Zdjęcie zostało wykonane telefonem a powiększenie go kilkukrotnie mogło nie oddać jego realności. Gdy ujrzałam obraz moja radość była przeogromna. Nie dość, że prezentował się przepięknie to jakość była dużo lepsza niż na zdjęciach. Istne cudo, żywe kolory i piękne barwy :) 


Wymiary mojego obrazu to 50 x 75 cm oprawiony w ramę o szerokości 2 mm. W zakładce materiałów możemy wybrać poliester lub bawełnę.  Boki mogą być białe lub tak jak w moim przypadku zadrukowane zdjęciem. Dostępne są też podstawowe filtry tj. czarno-biały, sepia, negatyw i retro. Maksymalne wymiary obrazów jakie można zamówić to 120 x 150 cm. Cena mojego obrazu to 77 zł + koszt wysyłki. Szczerze polecam Galerię Druku --> KLIKNIJ TUTAJ!  Taki obraz może być też fajnym prezentem, sama zastanawiam się czy nie wykombinuję czegoś w tym stylu na rocznicę ślubu dla moich rodziców. W planie mam też zamówienie zdjęć na papierze foto o różnych wielkości, tak aby zapełnić tylną część ściany :) W każdym bądź razie działam a efektami podzielę się niebawem :)



BEAUTYFACE_ŁAGODZĄCA MASKA DO SKÓRY WRAŻLIWEJ Z RUMIANKIEM

BEAUTYFACE_ŁAGODZĄCA MASKA DO SKÓRY WRAŻLIWEJ Z RUMIANKIEM


Witajcie! Czas na kontynuację postów z cyklu "wiosenna odnowa". Nawilżam, nawilżam, oczyszczam i znowu nawilżam wygrzebując moje kosmetyczne zapasy. Dzisiaj recenzja maski w płachcie, które uwielbiam. Produkty Beautyface poprawiają stan buzi już po pierwszy użyciu a systematyczne ich stosowanie przynosi korzystne rezultaty. Tym razem pod lupę biorę ŁAGODZĄCĄ MASKĘ DO SKÓRY WRAŻLIWEJ Z RUMIANKIEM. 


Już na samym początku zaznaczę, że nie mam skóry wrażliwej tylko mieszaną i na pewno sposób jak i rezultaty po działaniu tej maski będą inne. Produkt kupiłam w pakiecie z innymi maskami nie zważywszy na to, że nie jest ona przeznaczona dla "mieszańców". Odleżała swoje :)

Maska znajduje się w zwykłym czarnym opakowaniu, na której znajduje się ogromna etykieta z informacjami tj. opis produktu i skład. 



Skład nie jest najgorszy, ogólnie można powiedzieć, że w 80% jest całkiem dobry. Zawiera olejek z rumianku, który jest bogaty w witaminę C i PP - łagodzi i regeneruje. Posiada również kolegan morski, który odpowiada za elastyczność, witaminę E, zwaną witaminą młodości oraz aminokwasy roślinne, które nawilżają, odżywiają i wygładzają skórę. Nie podoba mi się jedynie zawartość środków pianotwórczych oraz alkoholu. Moja buzia bardzo nie lubi się z tymi produktami. 



Przed aplikacją płachty należy porządnie oczyścić twarz np. peelingiem enzymatycznym, tak aby skóra pobrała z maski jak najwięcej. Płat jest ogromny, posiada duże otwory na oczy, nos i buzię więc z pewnością każdy dopasują ją do siebie. Maska jest bardzo mocno nasączona płynem. Sam sposób aplikacji jest bardzo prosty. Produkt dobrze trzyma się na buzi, nie zsuwa się i nie odkleja. Możemy w niej wykonywać dowolne czynności chociaż osobiście polecam położyć się pod kocykiem i zrelaksować. Zazwyczaj takie maski trzymam na twarzy, tak długo aż same wyschną, czyli ok 1h, producent zaleca 30 minut. Cena: 9,99 zł. 


Podczas relaksu nie zauważyłam skutków ubocznych, maska nie paliła i nie szczypała. Jedyny dyskomfort jaki odczułam to chłód. Płachta będzie idealna na lato w celu ukojenia skóry twarzy po nadmiernych promieniach słonecznych. Po użyciu łagodzącej maski nie zauważyłam jakiś większych efektów. Twarz delikatnie się rozjaśniła, została nawilżona i odżywiona. Zabrakło mi jednak tego efektu wow jaki był w przypadku innych maseczek BEAUTYFACE. Trochę się zawiodłam. Rumianek chyba nie jest dla mnie :) Przetestowałam już sporo masek tkaninowych z tej serii i większością byłam zachwycona, ta wg mnie jest najgorsza aczkolwiek nie mogę jej całkowicie skreślić :)


AVON Woda perfumowana Luminata

AVON Woda perfumowana Luminata


Wiosna to czas, w którym zmieniam swoje perfumy. Z ciężkich i słodkich przerzucam się na lekkie i świeże. Bardzo lubię zapach kwiatów, zielonej herbaty i kwaśnych owoców. Woda perfumowana Luminata marki Avon to klasyk więc nie mogło jej zabraknąć w mojej toaletce ale czy to był dobry wybór? 


Woda Luminata umieszczona jest w eleganckim flakoniku, który już na pierwszy rzut oka daje uczucie estetyki i zmysłowości. Bardzo ładnie prezentuje się na toaletce i może być świetnym prezentem np. urodzinowym. Kształt flakonika przypomina diament i jest w kolorze delikatnego różu.  


Zapach urzekł mnie podczas przeglądania jednego z katalogów Avon. Był na tyle przekonywujący, że postanowiłam od razu zamówić pełnowartościowe opakowanie. Niestety aromat z kartki papieru w dużym stopniu różni się od tego rzeczywistego. Zamiast delikatności i lekkości czujemy słodycz wywołaną gruszkami i malinami a sama wanilia sprawia, że aromat jest mdły. Jeśli chodzi o trwałość to tak do kilka godzin, myślę ok 5h. Jestem troszkę zawiedziona zapachem, spodziewałam się czegoś innego, świeżego. Wodę podarowałam mamie, ona lubuje się w takich zapachach. Cena katalogowa: ok 70 zł. 


Neutrogena, Hydro Boost, Water Gel

Neutrogena, Hydro Boost, Water Gel


Witajcie! Kwarantanny ciąg dalszy ale już nie narzekam, że muszę zostać w domu. Spojrzałam na to innej strony i uważam, że siedzenie na czterech literach ma sporo plusów ;) Ładna pogoda i zero telewizji wprawia mnie w lepszy nastrój :) W kwietniu kontynuuję dbanie o swoją cerę i pomimo tego, że zrobiłam stumilowy krok w jej nawilżeniu to uważam, że nie jest jeszcze tak jakbym tego chciała. Nie jestem do końca pewna czy drogi kosmetyk = dobry kosmetyk. Boje się wydawać kupę kasy na coś co mi nie pomoże. Szperając w sieci trafiłam na krem/żel, który otrzymał sporo pozytywnych opinii, cena wydała się również korzystna więc postanowiłam przetestować na sobie Nawadniający żel do cery mieszanej i tłustej marki Neutrogena. 


Na początku prześledzimy skład, wstępnie zrobiłam to już w sklepie i przyznaję, że nie jest najgorszy. W sumie, jeśli zawierałby szkodliwy składnik to nie trafiłby do mojego koszyka :)

15 składników z listy są jak najbardziej w porządku jest to między innymi woda, gliceryna, która nawilża, sól sodowa, która ma silne działanie nawilżające itp. Przyczepić się mogę do ostatniej pozycji, czyli barwnika kosmetycznego oraz składników pochodzenia syntetycznego czyli kwasu benzeosowego oraz konserwantów. Znajdują się one na końcu składów więc ich ilość jest znikoma.Najbardziej przeraża mnie Methylparaben - wiem, że może mnie zapchać no ale zobaczymy...


Krem znajduje się w 50 ml słoiczku. Już po odkręceniu wieczka wyczułam przepiękny, delikatny zapach, który kojarzy mi się z kosmetykami używanymi w profesjonalnych salonach kosmetycznych. Pomyślałam...Jest dobrze! Konsystencja jak sama nazwa wskazuje, żelowo-kremowa, lekka i delikatna. Skóra pochłania kosmetyk w ekspresowym tempie. Nie wiem czy jest to wina mojej odwodnionej skóry czy zaleta kremu. Fakt ten jest jednak mało istotny. Żel nie pozostawia tłustej warstwy. 


Na koniec efekty jakie uzyskałam po miesiącu stosowania kremu. Już po pierwszym użyciu można było zauważyć, że buzia się ujędrniła i dobrze nawilżyła suche skórki. Jednak nie był to długotrwały efekt. Nie oszukujmy się i nie oczekujmy cudów po jednorazowym użyciu produktów. Wiedziałam jednak, że był to trafiony zakup i oczywiście się nie myliłam. Żel stosowałam 2 razy dziennie. Rano i popołudniu. Z każdym dniem stosowania było co raz lepiej. Teraz śmiało mogę stwierdzić, ze moja buzia jest odżywiona, nawilżona, gładka i miękka. Jeszcze nie mogę porównać jej do "babyface" ale myślę, że do tego stanu brakuje mi nie wiele. Co do zapychania, na szczęście wszystko w porządku. Polecam regularne peelingi enzymatyczne. Krem kupiłam na promocji za ok 38 zł, regularna cena ok 50 zł. Warto!



Copyright © 2014 Anqelique , Blogger