Maseczka kojąca peel-off od Selfie Project


Witajcie! Jestem na półmetku systematycznego użytkowania maseczek nawilżających, regenerujących i oczyszczających, mówiąc krótką kupuje i testuję wszystko co może poprawić stan mojej skóry. Na razie konsumuję kosmetyki z dolnej półki - nie zawsze jest tak, że co drogie, jest najlepsze. Tak też w moim koszyku znalazła się MASECZKA KOJĄCĄ PEEL-OFF od SELFIE PROJECT. Poleciałam na niską cenę i etykietę z napisem "promocja". Dopiero w domu przeczytałam, że produkt jest do cery młodej a moja niestety taka nie jest. Pech! Następnym razem nauczę się czytać a maseczkę i tak postanowiłam wypróbować. Moja buzia była przygaszona i nawilżona tak w 60%. Maseczka miała poprawić jej stan lub chociaż nie pogarszać a jak było?



Zacznijmy jednak od początku, maseczka jest jednorazowa, chociaż jest jej tyle, że można wykorzystać na dwa razy ale wtedy nie będzie peel off. Warto zauważyć, że w tego typu maseczkach im więcej tym lepiej. Także polecam "na raz". Kuracja ma postać gęstego, białego żelu, który niezbyt dobrze rozprowadza się na twarzy. Do pełnego zastygnięcia potrzebuje ok 30 minut ale... już po 2 minutach poczułam ogromne pieczenie. Czasami jest tak, że produkt po nałożeniu szczypie, jeśli przejdzie po 1-2 minutach znaczy, że jest okej. U mnie nie przeszło, piekło tak mocno, że po 5 minutach musiałam ją ściągnąć. Twarz była zaczerwieniona i podrażniona. Chciało mi się płakać ponieważ alkoholowe opary podrażniły również moją skórę pod oczami i oczy. Cerę wyprowadzałam kilka miesięcy z pomocą kosmetyczki i jedną maską zaprzepaściłam wszystko. Pokryłam buzię kremem nawilżającym ale jednorazowa aplikacja nie pomogła. Następnego dnia skór na na twarzy była w tragicznym stanie, sucha, odwodniona i zaogniona. Czas regeneracji i powrót do stanu sprzed maseczki zajął mi około 2 tygodni. 

Coś poszło nie tak, więc sprawdźmy skład:




Podsumowując, maska jest przeciwieństwem tego co napisał producent na opakowaniu. Nie wiem, po prostu nie mam pojęcia jak osoby, które testowały maseczkę z taką dawką alkoholu mogą napisać, że ich buzia była gładka, odżywiona i nawilżona. Podejrzewam, że otrzymały ją za darmo i robią czystą reklamę. Ze mnie to też typowa blondyna, nie potrafię wyjaśnić dlaczego nie zerknęłam na skład. Chyba napisy: "milkyway" "kuracja łagodząca" i "mleko owsiane" otumaniły mnie i w ciemno zaufałam producentowi. Już dawno nie miałam tak tragicznego kosmetyku. Dzisiaj moje buzia jest już "naprawiona" i mam nadzieję, że nigdy więcej nie popełnię takiego błędu. Kurację kupiłam na promocji w Rossmanie za ok 2 zł. 

10 komentarzy:

  1. O matko jaki bubel. Tragedia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie lubię maseczek peel off, ale takiej strasznej maseczki jeszcze nie miałam przyznam szczerze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie ona nie kusiła od samego początku :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rzuciła mi się w oczy kiedyś ta maseczka - dobrze że jej nie kupiłam
    Z tych tańszych maseczek polecam Ci Ziaje - mniejsze ryzyko o takiego bubla 😁
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. widziałam ja kiedys ale nie mialam okazji testowac ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Miałam od nich czarna maskę i była ok, ale nakłądałam ją tylko na nos ze względu na taki sobie skład.

    OdpowiedzUsuń
  7. Szkoda :( Ale dzięki za ostrzeżenie i przynajmniej już wiesz na przyszłość, żeby takich nie uzywać

    OdpowiedzUsuń
  8. O matko! Aż boję się jej stosować, a mam ją w swoich zapasach :/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz :)

Copyright © 2014 Anqelique , Blogger