ZAKUPY ONLINE W SKLEPIE BEE.PL - same nowości!

ZAKUPY ONLINE W SKLEPIE BEE.PL - same nowości!


Witajcie! Pozazdrościłam Wam! Przejrzałam kilkanaście blogów, konta na IG i jak zobaczyłam Wasze zakupy ze sklepu BEE.PL, stwierdziłam, że pora na mnie i też skuszę się na kilka naturalnych kosmetyków. Miałam dylemat czy wziąć sprawdzone produkty i porównać je z tymi, których używam czy zdecydować się na nowości. Ostatecznie do koszyka wrzuciłam kosmetyki pielęgnacyjne, których nigdy dotąd nie miałam, a które zawsze chciałam spróbować :) Ciekawi? Zapraszam :)


NAWILŻAJĄCY NATURALNY MUS DO MYCIA CIAŁA marki LAQ 

Wybrałam ten produkt ze względu na konsystencję. Pianki, żele były mi bardzo dobrze znane a mus? Brzmiał bardzo interesująco i kusząco. Produkt zapakowany jest w dodatkowa folię, dzięki temu mamy pewność, że trafia do nas bezpośrednio od producenta. Zapach? Cudowny, malinowy, intensywny. Produkt nakładamy na zwilżoną buzię i masujemy aż do uzyskania piany. Dobrze oczyszcza i odświeża skórę. Do stosowania w drugim etapie demakijażu :) Cena promocyjna: ok 15 zł. 


MASŁO DO CIAŁA I TWARZY marki MIODOWA MYDLARNIA

Jestem zwolenniczką wszelkiego rodzaju masełek. Są dla mnie dużo bardziej skuteczniejsze i lepsze pod względem działania niż balsamy czy mleczka. Buziaczek ma zbitą konsystencję, która topi się pod ciepłem dłoni/palców. Zapach, egzotyczny, owocowy - piękny. Świetnie się rozprowadza, zostawia film typowy dla tego typu produktów ale dość szybko się wchłania. Nawilża, odżywia i regeneruje. Cena promocyjna: ok 32 zł.


PEELING DO CIAŁA marki ORGANIC SHOP

Oczywiście w moich internetowych zakupach, nie mogło zabraknąć peelingu do ciała. Nie mam w tym przypadku jakiś szczególnych wymagań, lubię ładny zapach ale zdarzały mi się zdzieraki, które był bardzo dobre a pachniały okropnie. Nie zniechęca mnie to. Organic Shop pachnie papają, zapach jest intensywny, ładny, drobinki grube, umieszczone w żelu, dzięki temu ich aplikacja jest łatwiejsza i przyjemniejsza. Wygładza skórę i przygotowuje do dalszej pielęgnacji. Cena promocyjna: ok 12 zł.


ŻEL DO CIAŁA i RĄK marki LAQ

To drugi kosmetyk, marki Laq, który wrzuciłam do koszyka. Wszystko to za sprawą youtuberek, których się naoglądałam i które polecały owe produkty. Mus okazał się hitem a żel z pewnością od niego nie odbiega. Piękny zapach, wygodna pompka. Skóra jest oczyszczona a zapach na niej pozostaje jeszcze przez długi czas. Cena promocyjna: ok 10 zł


ŻEL DO HIGIENY INTYMNEJ marki VIANEK

Jestem sceptycznie nastawiona do kosmetyków do twarzy marki Vianek. Moja skóra się z nimi nie lubi, ale jeśli chodzi o naturalność to myślę, że firma zyskuje co najmniej 5 z plusem. O strefy intymne trzeba dbać ze szczególną starannością więc naturalność na pewno im nie zaszkodzi. Wygodna pompka, delikatny zapach, brak podrażnień. Jestem na tak. Cena promocyjna: ok 20 zł


ŻEL ALOESOWY marki HOLIKA HOLIKA

Żel chodzi za mną już od kilkunastu miesięcy. Ile osób go chwaliło, że jest świetny, że łagodzi, czy cuda, ale ja, jak to ja, zawsze miałam inne zakupowe priorytety. Skorzystałam z ogromnej promocji i wrzuciłam o to tego klasyka do koszyka. Zimą, myślę, że mniej ale latem będę używała go codziennie. On naprawdę porządnie nawilża, wiecie o tym? Cena promocyjna: ok 24 zł. 


KREM POD OCZY marki ORIENTANA

Nie jestem w tym dobra, nie umiem wybrać kremu, który sprawi, że będę zadowolona z efektów. Nie wiem czy to wina kosmetyku, czy mojej natury. Sińców się pozbyłam a wory pod oczami, jak były tak są nadal. Krem delikatnie chłodzi, szybko się wchłania, nawilża i rozświetla skórę. Cena promocyjna: 30 zł.  


PASTA DO ZĘBÓW marki ECODENTA

Na temat zębów, wybielania i dbania o jamę ustną jestem uczulona. Wszystkie pospolite marki, o których tutaj nie wspomnę to dla mnie porażka. Obiecują wiele, za grosze a i tak wszystko robione jest na jedno kopyto. Mam też dość wrażliwe dziąsła, dlatego sięgając po pasty, jestem bardzo uczulona. Nie zdecydowałabym się na ten produkt, gdyby nie mój facet, który używa takiej pasty. Sprawdziłam kilka razy, wydała się okej więc też sobie kupiłam, żeby mu nie podkradać. Cena promocyjna: ok 12 zł. 



Loomframe - by spało się lepiej :)

Loomframe - by spało się lepiej :)


Witajcie!

Jesień to czas, w którym przywiązujemy sporą uwagę do wystroju naszego wnętrza. Długie i chłodne wieczory skutkują, ciągłym przebywaniem w domu więc nawet niewielka zmiana może sprawić, że będziemy czuć się lepiej i jakoś przetrwamy ten trudny czas. W tamtym roku dekorowałam ściany, pojawiły się u mnie dodatki na parapecie. Zdecydowałam się nawet na ożywienie mojego pokoju, zielenią i pojawiły się u mnie dwa nowe kwiatki, myślałam, że nie przetrwają - bo ręki do kwiatków nie mam ale po 365 dniach, mogę śmiało stwierdzić, że żyją i mają się całkiem dobrze :) W tym roku postanowiłam zadbać o spokojny sen i komfort w sypialni. Tym razem, przy wyborze pościeli postawiłam na jakość a nie na cenę.


Marka Loomframe to polska firma, która wkłada sporą ilość serca, energii i pasji do tworzenia klientom komfortowego snu. Każdy komplet pościeli i każda poszewka na poduszkę zaprojektowana jest w taki sposób, aby zapewniała maksymalny poziom bezpieczeństwa nawet dla najbardziej delikatnej skóry. To sprawia, że ekologiczne komplety pościeli są w 100% bezpieczne dla najmłodszych i nie powodują żadnych podrażnień, czy alergii. Loomframe to świadoma firma, w której dba się nie tylko o dobro klientów, rozwój lokalnych firm, ale i o otoczenie. Na bieżąco optymalizowane są wszystkie procesy produkcyjne, tak aby minimalizować negatywny wpływ na środowisko. To przekłada się także na poziom bezpieczeństwa produktów - nie są stosowane materiały i barwniki zawierające szkodliwe substancje.


Jak już wcześniej wspominałam, tej jesieni postanowiłam zadbać o dobry sen i zanim zdecydowałam się na zakup pościeli, trochę o niej poczytałam. Markę Loomframe wybrałam z kilku względów. Po pierwsze jest to polska firma a w czasie pandemii, lubię wspierać polskie, regionalne i małe firmy. Bardzo spodobało mi się również, ręczne szycie pościeli. Jak coś od początku do końca jest robione ręcznie to oznacza, że wkładane jest tam mnóstwo pracy i staranności, dzięki temu produkt już jest wyjątkowy. Zwróciłam również na jakoś materiału i 100% ekologiczna bawełna to dla mnie nowość, chciałam spać w czymś co nie jest sztuczne. Dużą uwagę odegrała też grmatura - gęsty splot o gramaturze 125 g/m² jest naprawdę dobrze wyczuwalny, pościel jest gruba i solidna. No i na końcu przyszedł największy dylemat - kolor. Pokój mam szaro biały, więc ożywienie w kolorze bordo było strzałem w 10! :) 


Pościel występuje w 5 różnych rozmiarach z różnymi wymiarami poduszek. Produkty są jednobarwne i występują w 10 różnych kolorach. Do każdej kołdry i poduszki, możemy dobrać sobie poszewki na jaśki oraz prześcieradło. Ceny wahają się od 130 zł do 200 zł. 

Jeśli nadal zastanawiacie się nad doborem odpowiednie pościeli to myślę, że rozwiałam Wasze wątpliwości. Stawiajcie na jakoś a nie na cenę i będzie spało Wam się lepiej :)


W JAKI SPOSÓB STAWIACIE NA JAKOŚĆ SWOJEGO SNU?


"PAPROCANY" Paulina Świst

"PAPROCANY" Paulina Świst


Witajcie!

Przyznaje się, biorę wszystko na klatę, lejcie, bijcie, wyzywajcie. Zaniedbałam ostatnio bloga i nie mam na to żadnego usprawiedliwienia... a pisząc ten post, dostrzegałam, że robi on się bardziej lifestylowo - książkowy niż kosmetyczny. Nie wiem jak wy ale ja, przez covida (tak, tak jest na co zwalić winę), zrobiłam się strasznie leniwa, nie mam motywacji i czuję, że powoli się wypalam ale to nie jest najgorsze. Jestem przerażona tym, że nie wiem jak sobie pomóc. Znacie jakieś metody na wydłużenie doby o co najmniej 2-3 godzinki? :D

W swoim życiu wprowadziłam zmiany: jedną z nich jest, zamiana telewizora na książki i dość sporo ostatnio czytam... Hm? W sumie dla mnie sporo bo jak kiedyś nie czytałam wcale tak teraz 300 stronicową książkę jestem w stanie przeczytać w 2 dni :D I tak też było w tym przypadku. "PAPROCANY" Paulin Świst, pochłonęłam w zalewie dwa wieczory :)

Książka splątuje losy dwóch ludzi, Krzysztofa - wzorowego policjanta, który został oskarżony o gwałt prostytutki, nie przyznaje się do winy i chwilowo zostaje zawieszony w służbie oraz Zosi - pani adwokat, której zaginęła bratanica. Losy tych dwojga ludzi krzyżuje przełożony strzeleckiego, który jednocześnie jest przybranym ojcem Zosi. 

W Miejskiej Komendzie Policji w Tychach wybucha afera: kilku policjantów miało rzekomo zgwałcić prostytutkę. Pokrzywdzona jako głównego sprawcę wskazuje Krzysztofa Strzeleckiego - wzorowego funkcjonariusza i w ogóle człowieka "do rany przyłóż". Strzelecki twierdzi stanowczo, że jest niewinny, ale zostaje odesłany na przymusowy urlop. Jedyną osobą, która bez zastrzeżeń wierzy w jego niewinność jest jego szef. Niestety, on sam też ma kłopoty, a konkretnie nie tyle on, co jego przybrana córka, która mocno niepokoi się losem swojej 18-letniej bratanicy. Dziewczyna była zawsze tzw. "trudnym dzieckiem", rodzice już dawno wywiesili białą flagę. Wielokrotnie na długo znikała z domu; teraz też przepadła bez śladu, ale jej ciotka jest przekonana, że tym razem chodzi o coś poważnego, konkretnie o porwanie. Urlopowany Strzelecki chwilowo dysponuje nadmiarem wolnego czasu, więc jej ojczym prosi go o pomoc w prywatnym śledztwie. Tropy wydają się prowadzić do Paprocan - jeziora w Tychach, popularnego na Śląsku miejsca wypoczynku.

OPIS Z KSIĄŻKI Z PORTALU - LUBIMYCZYTAĆ.PL 



Lektura pisana jest z punktu widzenia dwóch bohaterów, jej i jego. Czasami ta sama sytuacja ma dwa różne punkty widzenia ale najczęściej to kontynuacja losów. Rozdziały to miejsca, w których aktualnie znajdują się bohaterowie. Czcionka jest duża i a język nowoczesny. Znajdziemy w niej m.in tytuły znanych wszystkim piosenek oraz odniesienia do teraźniejszej Polski. Paulina zapewnia czytelnikom dużą dawkę dobrego humoru, intryg i scen erotycznych, w których "sobie nie żałuje". Książka zdecydowanie dla dorosłych - zbyt dużo w niej pikanterii i wulgaryzmów.

Z kwestii technicznych: 

premiera: 12.11.2020
ilość stron: 320 
gatunek: kryminał, sensacja


To moje pierwsze spotkanie z tą autorką i z pewnością nie ostatnie. Książka przesycona jest seksem, czego nie lubię ale w tym, przypadku było to tak fajnie wplecione w całe wątki, że nawet byłam w stanie, że tak powiem to "przełknąć". Początek jest bardzo obiecujący, ciekawie się zaczyna, potem miałam wrażenie, że przez chwilę stałam w miejscu a koniec - czekałam na lepsze i mocniejsze zakończenie. Nie zrozumcie jednak źle, ostatnie strony, czytałam z niecierpliwością i ciekawością ale zabrakło tego, czegoś - no wiecie ;) Ostatecznie, książkę polecam. Warta przeczytania. Odstresuje po ciężkim dniu, pozwolić zapomnieć o problemach i co najważniejsze sprawi, że na twarzy pojawi się uśmiech a w pewnych momentach policzki będą gorące i czerwone :)


CZYTALIŚCIE?

Droga Wojowniczego Dzieciaka

Droga Wojowniczego Dzieciaka


Witajcie! Ostatnio czytanie książek weszło mi w nawyk. Lubię po 8h pracy przed komputerek zanurzyć się w dobrej lekturze i pobudzić swoją wyobraźnię. Hm..W sumie praca technologa/konstruktora wymaga bujniej wyobraźni i kreatywnych pomysłów ale...książki "odmóżdzają" :) Tak też było w tym przypadku. "DROGA WOJOWNICZEGO DZIECIAKA", to lektura motywująca, pokazujący siłę i chęć do zmian. To książka o walce o swoje "JA". 


Droga Wojowniczego Dzieciaka (w oryginale: Way of the Warrior Kid), napisana przez autora bestsellerowej książki „Extreme Ownership” Jocko Willinka, jest jedyną na rynku pozycją, która w tak prosty i przystępny sposób uczy dzieci (i dorosłych) dyscypliny. Historia 10-letniego Marka pokazuje, jak wiele można zmienić w swoim życiu w ciągu jednych wakacji, jeżeli ma się odpowiednią motywację.
Dlaczego warto przeczytać książkę Jocko Willinka?

Wujek Jocko odwiedził małego Marka podczas wakacji. To nie był normalny wujek. Prawdziwy komandos amerykańskich sił specjalnych. To książka o tym, jak chłopcy stają się mężczyznami. To książka o tym jak mężczyźni mogą stać się prawdziwymi mężczyznami. To książka o odwadze, honorze i pokonywaniu barier.

To książka dla wszystkich facetów: Ojców, wujków, mężów, prezesów, dyrektorów :)



Dzięki książce Jocko Willinka “Droga Wojowniczego Dzieciaka”:
  • Zachęcisz swoje dziecko do aktywności fizycznej
  • Zmotywujesz go do stawania oko w oko z wyzwaniami
  • Uświadomisz mu że poprzez pracę może mieć kontrole nad problemami które go dotykają.
  • Czytając tę lekturę spędzisz z synem/córką bardzo wartościowy czas.
  • Twoje dziecko pozna techniki szybkiej i efektywnej nauki.
  • Przekona się że drogą do sukcesu są systematyczność, wytrwałość i dyscyplina.
  • Zobaczy, jak swoją siłę wykorzystać do budowania relacji, a nie do do dominacji.
  • Zostanie zmotywowane do sportów walki, pływania i gimnastyki.
  • Twoje dziecko otrzyma książkę, którą chętnie przeczyta!
  • I odejdzie od komputera!

Po książkę sięgnęłam tylko z jednego względu. Kupiłam ją dla syna. Chciałam, żeby się zmotywował, żeby się nigdy nie poddawał i był dzielny a ta lektura właśnie taka jest. Zanim podarowałam ją Antkowi, postanowiłam sama na nią zerknąć i tak mnie wciągnęła, że pochłonęłam ją w jeden wieczów. Bardzo zabawna, napisana z humorem i lekka książka, która daje sporo do myślenia, uczy i wychowuje. Jest zupełnie inna od tych lektur, z którymi spotkałam i co najważniejsze w przypadku dzieci i młodzieży - nie ma w niej "durnot". Szczerze polecam! Książkę możecie zamówić z strony internetowej, podanej poniżej :)



CO MYŚLICIE O TAKIEJ KSIĄŻCE?

 

"SUKCES TO SUMA NIEWIELKIEGO WYSIŁKU..." ~ KURSOWO.COM

"SUKCES TO SUMA NIEWIELKIEGO WYSIŁKU..." ~ KURSOWO.COM


Witajcie! W końcu jestem, zapowiedź postów na IG było kilka i wreszcie udało mi się zmobilizować i naskrobać kilka sensowych słów. Rozwijanie mojego profilu na Instagramie, nie idzie mi najlepiej, postanowiłam zasięgnąć porad jakiejś mądrej głowy i wykupiłam kurs "Instagram od 0 do 10.000" na platformie KURSOWO.COM. Jesteście ciekawi co z tego wyszło? :)


Dziękuję temu kto stworzył kurs, z możliwością zatrzymywania, cofania lub ponownego obejrzenia filmu. Taki człowiek jak ja, ciągle zalatany, zabiegany chyba nie ukończyłby tego kursu nigdy, bo ciężko jest mi w domu znaleźć 60 minut, tylko dla siebie. Jak już się domyślacie, szkolenie podzieliłam na 2 dni i w sumie po każdej cennej radzie wchodziłam na swój profil i poprawiałam błędy więc z 1 godziny zrobił się jakieś 4h ale to na plus :)


Na początku mamy krótkie wprowadzenie a następnie, kolejne lekcje dotyczące m.in samego wyglądu profilu, contentu oraz trików jak i treści marketingowych. Filmy przedstawione są w postaci prezentacji czytanej i mówionej. Taśmy nie są długie, tak do 10 minut maksymalnie. Głos przyjemny, bardzo miło się słuchało :)


Co dał mi kurs? Będę szczera. Myślałam, że prowadzenie profilu na Instagramie jest dużo prostsze. Niestety do otrzymania wartościowego contentu, trzeba włożyć dużo wysiłku i pracy, poświęcać czas na doskonalenie własnego konta jak i odwiedzania innych. Wartościowe posty, odpowiednie hashtagi, piękne zdjęcia i najważniejsze: POKAZANIE SIEBIE, nie udawanie, nie podszywanie się czy naśladowanie kogoś kim nie jesteśmy. 


Są ludzie, którzy mają łatwiej. To celebryci, osoby znane mniej lub bardziej z telewizji. Są też jednak przypadki, że zwykłe osoby z ulicy mogą wybić się w social media. Trzeba być jednak oryginalnym i mieć coś wartościowego do pokazania. Jeśli miałabym podsumować kurs, to tak! Szczerze polecam, pokazał mi moje błędy, uświadomił kilka rzeczy i wiem, co robić aby dobić do tych wymarzonych 10k :)


Dużą zaletą kursu jest to, że nie znika z naszego profilu. Możemy w dowolnym momencie, włączyć lekcję, którą aktualnie chcemy sobie przypomnieć. Taki wielorazowy kurs jest naprawdę bardzo fajny, inaczej musiałabym nagrywać, robić zdjęcia lub ślęczeć z zeszytem i wszystko notować. Na platformie dostępne są kursy Wordpressa, marketingowe lub pakiety. Ja z pewnością jeszcze skorzystam :)


CO MYŚLICIE O KURSACH ONLINE?

 

LOT MOTOPARALOTNIĄ

LOT MOTOPARALOTNIĄ


Witajcie! Pamiętacie jak pisałam Wam o pomyśle na idealny prezent? Możecie nie pamiętać, bo od tego wpisu minął rok. 


Lot motoparalotnią, skok ze spadochronu czy lot balonem  - to jedne z ekstremalnych pomysłów na niebanalny prezent na urodziny, imieniny czy też inne okoliczności.  Dlaczego wybrałam te w powietrzu? Bo zawsze się bałam a jednocześnie bardzo chciałam zobaczyć świat z lotu ptaka. Ostatecznie wybór padł na paralotnie i była to wspaniała przygoda :)


Voucher jest bardzo elegancko zapakowany w fioletowe, metalowe pudełko, wyłożone gąbką. Po otwarciu ukazuje nam się zaproszenie na atrakcję. W środku vouchera znajdziemy takie informacje jak: na co jest talon, termin ważności, krótka notatka na temat wydarzenia, czas trwania, sezonowość, strój , pogodę i lokalizację. 


Kontakt z motoparalotniarzem z Lublina jest możliwy jedynie przez sms. Dostajemy wiadomość z terminem spotkania i odpisujemy czy będziemy czy też nie i tak pisze aż do skutku. Loty organizowane są główne w sobotę i niedzielę po godz.17.00. Dlaczego? Wydaje mi się, że chodzi głównie o wiatr. Podczas mojego lotu pomimo, tego, że byłam pierwsza w kolejce (jesteśmy umawiani na godzinę), leciałam ostatnia. Pan zaczynał od osób najgrubszych, ze względu na bardzo silny wiatr a podobno im cięższy człowiek, tym lepiej. Trochę się bałam, że nie polecę ale się udało :)


Jestem również trochę zawiedziona miejscem, na talonie miałam wypisane kilka lokalizacji i byłam pewna, że loty organizowane są w pobliżu Lublina, tak jak to było napisane. Niestety, okazało się, że od Lublina mam jeszcze jakieś 40 km :( Łącznie pokonana trasa: 160 km (ok 2.5h) razy 2 - bo jeszcze powrót, dla 10 minut atrakcji :(


Motoparalotnia budzi przerażenie. Jest bardzo mała, lekka i nie sprawia wrażenia stabilności i trwałości. Patrząc na loty z dołu, momentami miałam strach w oczach, gdy np. motoparalotnia szybko spadała, kręcąc się dookoła lub gdy lądowali na ziemi - wszystko aż gruchotało. 


Na sprzęcie jesteśmy zabezpieczeni jednym pasem i dostajemy kask. Nie wiem na jaką wysokość się wzbijaliśmy ale gdy zatrzymaliśmy się w połowie, myślałam, że to już a potem jednak nadal szybowaliśmy w górę i w górę. Początkowo, miałam delikatny lęk ale potem, gdy zobaczyłam jeziora, lasy, budynki, zachód słońca i inne cuda natury - nie mogłam się bać, widok był cudowny! Czegoś takiego w życiu nie widziałam i nie wiem czy kiedykolwiek zobaczę. Leciałam samolotem i chociaż widoki są podobne, bo z góry, to jednak nie jest to samo. Paralotnia jest 100 razy lepsza :)


Z moich uwag, które warto przeczytać wybierając się na taki lot. Podczas mojego lotu temperatura na ziemi wynosiła 16st. Im wyżej, tym chłodniej, więc ciepłe ubranie obowiązkowe. W porze letniej, pewnie nie ma takiej potrzeby. Gdy wieje wiatr, fajnie jest wziąć ze sobą okulary lub google pływackie, będzie się przyjemniej oglądało - ja nie miałam, więc płakałam :D Fajnie jest, mieć wspomnienia z góry. Jeśli macie wątpliwości, czy wziąć telefon - to tak wziąć ale obowiązkowo na smyczy. Każdy organizm inaczej reaguje i być może będziecie w stanie nakręcić krótki filmik :) Ja, będąc na górze nie stresowałam się w ogóle i też nie miałam telefonu :( to co, więc widziałam, zostawiam dla siebie :)


Podsumowując! Jedna z lepszych atrakcji na jakich byłam w swoim życiu. Coś pięknego, niesamowitego - taka mini przygoda życia. Lot motoparalotnią sprawił, że zmieniłam poglądy na życie, warto z niego czerpać jak najwięcej, nie bać się i nie żałować. Drugi raz może się już nie powtórzyć a życie mamy jedno :) Przede mną jeszcze skok ze spadochronu... ;)

Ceny wahają się od 200 do 350 zł w zależności od miejsca lotu. 




CO MYŚLICIE O LOCIE MOTOPARALOTNIĄ?
 LUBICIE TAKIE ATRAKCJE?



 

Wakajki 2021 - czyli gdzie byłam jak mnie nie było? :)

Wakajki 2021 - czyli gdzie byłam jak mnie nie było? :)

 

Witajcie! Od ostatniego postu minęły już prawie trzy tygodnie i powiem Wam szczerze, że chciałam odpocząć ale przez tą pandemię, covid, deltę i talony 500+ się nie dało, najzwyczajniej się na dało! Człowiek po pierwsze odzwyczaił się od wychodzenia z domu i jak na początku, gdy wszystko było pozamykane, wyjść się chciało tak teraz azylem stał się dom, w którym jest najlepiej. Sprawa druga, bony na wakacje są wykorzystywane masowo, ludzie najchętniej wyjeżdżają w góry lub nad morze, aby tylko nie przepadła kasa - stąd turystów jest 2x więcej. I trzecia, kontrowersyjna rzecz - szczepienia. Nie zaszczepieni zostają w kraju więc jadą gdzie? Nad morze lub w góry. Dlatego ja, swój urlop spędziłam w azylu, czyli w domu. Czy mi szkoda? Oczywiście, że nie! Na wakacje jadę odpocząć a nie stać 2h w kolejkach i przebywać w tłumie i gwarze :)


Pierwsze dni, chciałam, podkreślam CHCIAŁAM odpocząć i się wyspać ale już w pierwszy dzień urlopu mój młody miał basen wiec musiałam rano zawieźć, przywieźć i ogarnąć zakupy. Obiad, porządki itp. W środę korzystając z pięknej pogody wybraliśmy się do pobliskiego ZOO w Zamościu. Ostatni raz byłam tu, 2 lata temu. Trwał remont, było brzydko i brudno. Tego roku postanowiłam wrócić i biję wielkie brawa - postęp ogromny, nowa strefa - bardzo ładna, czysta, zadbana i nowe zwierzaczki. Stare miejsca się nie zmieniły i wymagają jeszcze bardzo dużo pracy. 

Na początek tripa, wleciała mrożona kawa z lodami i hipopotam :)


Nowa strefa to m.in wejście do zamkniętych pomieszczeń z latającymi nad głowami ptakami.  Fajne odczucie, przeżycie i piękny mini wodospad. Pojawiły się również żyrafy, orzeł, jeżozwierz i inne ciekawe zwierzęta. Jest co zobaczyć :)









W ZOO można spędzić cały dzień, nie tylko zwiedzając ale też dobrze zjeść, wypić kawę czy posiedzieć z dziećmi na placu zabaw lub parku linowym. Atrakcji jest sporo więc z pewnością Wasze pociechy nie będą się nudziły. My spędziliśmy tam ładnych parę godzin. Cena biletu: ok 30 zł normalny i ok 25 zł ulgowy. Wg mnie OK :)


Czwartek i piątek to wielkie przygotowania do urodzin syna. Tort robiłam sama, musiałam ogarnąć dom, podwórze, zrobić zakupy a dziecko ma dodatkowe zajęcia, trzeba było zawieść, przywieść. W planach był również zakup samochodu więc poszukiwania szły pełną parą :)


W związku z tym, że nie miałam zaplanowanych większych wakacji zdecydowałam się na huczne urodziny syna, wynajęłam 12m dmuchańca, zrobiłam grila itp. Dodatkowo syn otrzymał ode mnie elektryczną hulajnogę. Gdy to wszystko zobaczył, stwierdził, że warto było zostać w domu i odpuścić sobie wakacje :) 


I tak zleciał tydzień mojego urlopu. Niby nic nie robiłam, a jednak robiłam - dni mijały w przerażającym tempie. Niedzielę spędziliśmy , relaksując się nad zalewem. Pogoda dopisała, humory też tylko .... te tłumy! OMG ile wtedy było ludzi :D



W drugim tygodniu urlopu wybraliśmy się do MAGICZNYCH OGRODÓW. Nigdy tam nie byłam a miejsce zachwalane było niejednokrotnie przez moich znajomych. Pojechaliśmy w środę licząc na to, że nie będzie zbyt wiele ludzi a nawet jak będą to nie w takiej ilości. Jakie było nasze zdziwienie, widząc godzinną kolejką do kasy po bilety, już wtedy żałowałam, że nie kupiłam ich online :( Na szczęście jakoś w miarę sprawnie to szło. Magicznie Ogrody hmm... widziałam wiele parków i to miejsce nie zrobiło na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia. Słabe i mało atrakcji. Interesujące wydawało się "Mroczysko" ale przewodnik wpuszcza ok 80 osób na raz i nie ma szans aby ludzie idący na końcu słyszeli przewodnika. Wszystko jest bardzo sztuczne i niedopracowane, nawet mój 9latek nie był tym zainteresowany. Mam też wiele zastrzeżeń do kultury chłopaka, który nas oprowadzał ale to przemilczę...





Bulwary z perspektywy ulicy wydawały się ciekawe i takie też były, tor przeszkód był ciekawy, miejscami trudny a dzieci mogły się na nim bawić i bawić :) Jedno z lepszych miejsc w parku. Spokojnie do tuneli mogą wejść osoby dorosłe, dzięki temu maluszki mogą pochodzić z rodzicami ale uwaga, gdy jest za dużo ludzi to tam jest MASAKRA! Każdy, każdego popycha, przepycha - ech, nie lubię takich zachowań.


Ogromne marchewki, dinozaury, jaja, żaby itp to jedne z atrakcji ale tylko do zdjęć, nic więcej w takich strefach nie można było robić - wiało nudą. 


Pływanie na tratwach, strzelanie z łuku, karuzela napędzana ręcznie, duży plac zabaw to pozostałe atrakcje tego miejsca. Ogólnie już po 3h przebywania tam i sporych kolejkach, zaliczyliśmy wszystkie atrakcje. Aaa, zapomniałabym o najważniejszym - MORDOLE - to maskotki parku, stoją przy wejściu i witają dzieci :) Czy jestem zadowolona z parku? I tak i nie. Nie było tam nic, co zrobiłaby na mnie jakieś szczególne wrażenie ale mój 9latek był bardzo zadowolony a jak cieszy się dziecko to rodzić też :) Cena biletu: ok 80 zł. 



Wracając do domu, obowiązkowo musieliśmy wstąpić do Karczmy "BIDA" na pyszne jedzonko. Mój M. wziął pierogi z kapustą a ja pierogi z szpinakiem, mozzarella i szynką. To było baaaardzo pyszne! Jeśli będziecie w okolicach Lublina - Puław to koniecznie zajrzyjcie do tego miejsca, nie będziecie żałować! :)


Czwartek i piątek to niestety remont w domu i sprzątanie. Weekend miał być czasem na naładowanie baterii a tymczasem przysporzył wielu kłopotów, o których już nie będę pisała. Ostatni dzień urlopu, czyli poniedziałek spędziłam na zakupach w centrum oddalonym o 120 km od mojego miejsca zamieszkania :) I wiecie co? Nic tak nie cieszy kobiety jak ZAKUPY :)


P.S. Udało się też kupić auto :)


A wy co robiliście na wakacjach/ urlopie? 













Copyright © 2014 Anqelique , Blogger